Wojciech Ferens: „Od czasów kontuzji mam bardzo prosty cel”

Wojciech Ferens: „Od czasów kontuzji mam bardzo prosty cel”

35
0
PODZIEL SIĘ

Wojciech Ferens jest jednym z zawodników, który wzmocnił szeregi Aluron Virtu CMC Zawiercie przed sezonem 2019/2020, w którym klub będzie chciał pokusić się o kolejne niespodzianki. „Będziemy musieli zostawić na boisku bardzo dużo potu i serca, by chociaż powtórzyć to, co miało miejsce sezon temu” – powiedział Wojciech Ferens.

 

Czas Siatkówki: W zeszłym sezonie wspólnie z Jastrzębskim Węglem, po wyrównanej walce o brązowy medal pokonaliście zawiercian, którzy wtedy byli dużą niespodzianką.

 

Wojciech Ferens: Walka o brązowy medal dla jastrzębian była bardzo ważna. To jest klub z ogromnymi ambicjami i oczekiwaniami. Byliśmy bardzo rozżaleni po tym półfinale z ONICO Warszawa, gdzie mieliśmy swoje szanse. Czuliśmy, że ten medal musi zawisnąć na naszych szyjach. Chłopaki z Zawiercia wykonali niesamowitą pracę, taki jest jednak sport. Wtedy bardzo się cieszyłem z tego medalu, a teraz jeśli będzie taka okazja, to zrobię wszystko, żebyśmy się cieszyli z medalu tutaj, w Zawierciu.

 

 

Po zakończeniu rozgrywek zdecydował się pan jednak na zmianę klubu, co miało na to kluczowy wpływ?

 

Wpływ miało na to wiele różnych czynników, ale to jest również rutyna w naszym zawodzie. Gdy pojawiła się oferta z Zawiercia, długo się nie zastanawiałem. Wiedziałem, że chciałbym być częścią takiego projektu i szybko podjąłem decyzję, z której jestem bardzo zadowolony.

 

 

Co szczególnego miała w sobie oferta klubu z Zawiercia, że zdecydował się pan na występy właśnie w tej drużynie?

 

Przede wszystkim widać było jak zespół ze sobą żyje, jak fajna jest atmosfera oraz jak dobrze drużyna dogaduje się z trenerem, co dla mnie osobiście jest bardzo ważne. Duże znaczenie miał również wynik. Widać było, że energia jaka panuje w mieście, na trybunach, to jest coś niesamowitego. Wydawało mi się, i nadal tak uważam, że warto być częścią czegoś tak wspaniałego. Mam nadzieję, że będę mógł tego doświadczać w jak największym wymiarze.

 

 

Za wami pierwsze dni przygotowań. Jakie są pana pierwsze wrażenia z pobytu w klubie?

 

Trener Dominik (Kwapisiewicz – przyp.red.) prowadzi te przygotowania bardzo rozważnie. Zaczęliśmy bardzo spokojnie, tak jak już wspomniałem, jest to bardzo mądre, bo unikamy w ten sposób jakiś wczesnych kontuzji i urazów, które są zupełnie niepotrzebne. Na razie stopniowo zwiększamy intensywność treningu i wracamy do czucia piłki. Będziemy kontynuować to tak, by powoli wchodzić w te główne elementy siatkarskie. Dziś zaczęliśmy pierwsze podskoki, bo skokami nie można tego nazwać, ale nie jest źle.

 

 

Na razie nie trenujecie jeszcze w komplecie, a dodatkowo nie ma z wami pierwszego trenera. Taka sytuacja wpływa jakoś na wasz zespół?

 

Wydaje mi się, że dziewięćdziesiąt procent naszego zespołu jest przyzwyczajone do takich sytuacji. Druga sprawa jest taka, że ci zawodnicy też nie odpoczywają, tylko grają w siatkówkę, więc kiedy tutaj przyjadą, będą gotowi. Wiadomo, że będziemy potrzebować czasu, by zacząć składać to wszystko w całość. Poza tym wydaje mi się, że trener Mark (Lebedew – przyp. red.) wie co robi. Z resztą nie raz pokazywał to w zespołach, które prowadził.

 

 

Aluron Virtu CMC Zawiercie pokazuje, że kluczem do sukcesu jest zgrany zespół. Dodatkowo po poprzednich rozgrywkach drużyna nie przeszła wielkich zmian. Gra zespołowa i to, że w dużej mierze zawodnicy są już ze sobą zgrani będzie waszym atutem?

 

Po raz kolejny podkreślę, że to jest bardzo mądre postępowanie. Zespół z Bełchatowa na przestrzeni lat pokazywał, że taka droga prowadzi do wielu sukcesów. Miejmy nadzieję, że w Zawierciu też to będzie tak owocowało. Natomiast z mojego punktu widzenia nie jest to takie proste. Jest to jednak zespół, który ze sobą grał i mi wejść w niego, wgryźć się w poszczególne zagrania, jest trudniej. To jest nasza praca, więc trzeba się do tego przygotować i dawać z siebie maksa.

 

 

Rozmawialiście już o celach na te nadchodzące rozgrywki, gdzie będziecie walczyć w PlusLidze i Pucharze Challange?

 

Szczerze, to na razie ciężko mówić o konkretnych celach, bo nie mieliśmy jeszcze takiego oficjalnego spotkania czy to z zarządem, czy między sobą i trenerami, gdyż nie jesteśmy w komplecie. Natomiast wydaje mi się, że dla zespołu ważne będą puchary. To jest taka część rozgrywek, która może jeszcze bardziej wypromować tę zawierciańską siatkówkę. Musimy być też jednak obiektywni i spojrzeć na ten sezon z takiej perspektywy, że takie zespoły jak Rzeszów czy Bełchatów nie powtórzą tak słabych wyników. Na pewno kandydatów do walki o czołówkę będzie więcej niż w zeszłym roku. Będziemy musieli zostawić na boisku bardzo dużo potu i serca, by chociaż powtórzyć to, co miało miejsce sezon temu.

 

 

Występ w Pucharze Challenge to będzie szansa na nowe doświadczenia dla drużyny, bo warto też pamiętać, że indywidualnie wielu z was mogło się sprawdzić na międzynarodowych parkietach.

 

Wydaje mi się, że tak naprawdę ranga tych pucharów nie gra roli. Jeśli w zeszłym sezonie drużyna nie mogła zawiesić medali na szyjach, to wydaje mi się, że to jest taka nagroda. Będziemy chcieli pokazać się w pucharach z jak najlepszej strony, by tę szansę wykorzystać. Po drugie tym niesamowitym kibice, którzy są tutaj zawsze, trzeba jakoś to wszystko wynagrodzić. Mamy nadzieję, że chociażby w pucharach będzie ku temu okazja, bo to jest zupełnie nowe doświadczenie, zarówno dla nas jak i dla kibiców, sponsorów oraz miasta.

 

 

Celem klubu będzie jak najlepszy wynik, a jaki jest pana cel na ten nadchodzący sezon?

 

Od czasów kontuzji mam bardzo prosty cel, wykorzystywać na maksa każdą okazję, która przydarzy się na boisku i dawać jak najwięcej zespołowi. Jeżeli tych szans będzie dużo, to na pewno będę z tego czerpał ile się da. Nie ukrywam, że podpisałem kontrakt dwuletni i to też jest taki mój cel, by przez te dwa lata stać się pewnym ogniwem tego zespołu. Nie mówię tutaj, by od razu stać się wiodącą postacią, bo to wszystko trzeba sobie wywalczyć. Natomiast chcę, by trener wpuszczając mnie na boisko, czy to od początku meczu czy z ławki, wiedział, że ta zmiana da jakąś jakość.

 

 

 

Z Wojciechem Ferensem rozmawiała Natalia Gajda 

BRAK KOMENTARZY