W tym roku Gwiazdka przyszła wcześniej, czyli Memoriał Zdzisława Ambroziaka

W tym roku Gwiazdka przyszła wcześniej, czyli Memoriał Zdzisława Ambroziaka

699
0
PODZIEL SIĘ

Znacie to uczucie, gdy wpadacie w pewien schemat, zapętlenie i każdy dzień jest łudząco podobny do poprzedniego? Czy macie czasem wrażenie, że stoicie w miejscu? Miałam tak kilka lat temu – wtedy uratowała mnie siatkówka. Podobnie mam teraz i… znowu na ratunek przychodzi siatkówka. Dobrze, że niektóre rzeczy w życiu się nie zmieniają.

 

Ten tekst – przynajmniej takie mam wrażenie, gdy siadam do pisania– może być trochę inny od wszystkich pozostałych. Chyba bardziej osobisty. Jeśli więc nie chcesz czytać wewnętrznych przemyśleń obcej dziewczyny – wyłącz zakładkę swojej przeglądarki. Jeśli choć trochę znasz to, o czym była mowa wyżej – zostań. Decyzja należy do Ciebie.

 

Jak wygląda rzeczywistość na niesiatkarskim etacie?

 

Zostałeś? Cieszę się! Zaczynajmy zatem.

 

Czasy nauki mam już za sobą, nie muszę codziennie wstawać rano i potulnie, z plecakiem wypchanym podręcznikami wędrować do szkoły, drżąc o to, czy moja złośliwa / mój złośliwy…. (tu wstaw odpowiedniego nauczyciela) przemagluje mnie pod tablicą z materiału, którego nie opanowałam. Za mną też czasy studiów – nie musze już unikać wykładów (czego i tak nigdy nie robiłam), nie muszę wertować wielkich tomów w zakurzonej bibliotece na zajęcia z literatury lub robić prasówki z mediów wszelakich na zajęcia z mediów właśnie.

 

Codziennie rano wstaję, idę do pracy i teoretycznie od 9:00 do 17:00 siedzę w biurowcu, piszę, wymyślam, załatwiam. Często myślę, że Pana Boga złapałam za nogi, bo uwielbiam to, co robię. Uwielbiam to tempo, uwielbiam kreatywne środowisko, w którym się otaczam oraz uwielbiam mniej lub bardziej pouczające pogawędki przy kawie w firmowej kuchni. To mój żywioł.

 

Czasem jednak mam ochotę się zatrzymać, wrócić do czasów studiów, czasów, kiedy miałam więcej czasu dla siebie. Wtedy bowiem mogłam np. zacząć współpracę z Czasem Siatkówki, realizować pasję, przełamywać swoje lęki i poznawać fascynujący mnie świat od wewnątrz. W momencie, gdy poszłam do pracy – wszystko musiało się zmienić. Zostały „tylko felietony”.

 

Siatkówka vs. brak czasu

 

Właśnie, felietony. Okazało się, że i to może być problematyczne, ponieważ brakowało czasu i powoli, z każdym dniem przestawałam być „na bieżąco”. Docierały do mnie jedynie największe newsy. Jak możecie się domyślać – nie był to powód ani do dumy, ani do radości. Nawet z oglądaniem meczów nie było łatwiej. Zdarzało się, że po prostu padałam ze zmęczenia i nawet litry wypitej kawy nie utrzymywały mnie w stanie świadomości.

 

Oddalałam się więc, wypełniona po brzegi wyrzutami sumienia i z lekko krwawiącym sercem. Raz na jakiś czas udało mi się coś obejrzeć, czegoś się dowiedzieć, coś dla Was napisać i to były naprawdę jasne punkty dla mojej siatkarskiej części osobowości. Bywa, że bez tego – choć nie mogę narzekać na życie – czuję, jakby mi czegoś brakowało.

 

I wtedy zupełnie nieoczekiwanie pojawia się propozycja.

 

Memoriał Ambroziaka, czyli weekend na hali

 

Kiedy dziewczyny z portalu zapytały mnie, czy nie poszłabym na Memoriał Zdzisława Ambroziaka, bez wahania odpowiedziałam: pewnie! Byłam na nim dwukrotnie i mam naprawdę dobre wspomnienia. To takie siatkarskie święto w Warszawie. Już nawet kiedyś o nim pisałam – tekst znajdziesz tutaj.

 

Po chwili jednak zawładnęły mną wątpliwości: czy ja jeszcze pamiętam, jak to się robi? Z czym to się je?

 

No widomo – zasady siatkówki pamiętam, znam też siatkarzy (a jak nie znam, to poznam!). Zasadniczo po kilku latach mieszkania w Warszawie, wiem nawet jak trafić na halę. Jest jednak lekki stres. Na szczęście na Memoriale Zdzisława Ambroziaka panuje naprawdę przyjazna atmosfera, która mam nadzieję ukoi moje skołatane serce. Nie ma się w końcu czego bać, prawda?

 

Zwłaszcza, że cel całego turnieju jest wyjątkowy.

 

Zdzisław Ambroziak – legenda w naszych głowach

 

Siatkarz, dziennikarz sportowy, niezwykle charakterystyczna i charyzmatyczna osoba. Język jego komentarzy do dziś jest przekazywany z ust do ust. Zmarł w 2004 roku po długie i wyczerpującej chorobie. Jednak Warszawa – miasto, którym był związany przez całe życie – pamięta.

 

I właśnie dlatego rok w rok jest tu organizowany memoriał nazwany jego imieniem. Termin rozgrywek jest ruchomy i ściśle związany z początkiem PlusLigi, mecze są bowiem rozgrywane w weekend poprzedzający inaugurację sezonu. Dla zespołów to okazja na sprawdzenie formy, ostatnie szlify przed początkiem walki o medale i dotarcie się wszystkich zawodników. Dla kibiców szansa na rozgrzanie gardeł i rąk.

 

A dla mnie – wielka frajda i próba charakteru. Zobaczymy, co nam wszystkim uda się ugrać w trakcie tego weekendu.

 

Do zobaczenia na hali!

 
WIĘCEJ: Poznaj szczegóły Memoriału Zdzisława Ambroziaka w 2016 roku

BRAK KOMENTARZY