Srećko Lisinac: „Jesteśmy mocną drużyną i możemy grać dobrze”

Srećko Lisinac: „Jesteśmy mocną drużyną i możemy grać dobrze”

12
0
PODZIEL SIĘ

Trentino Volley po czterech setach pokonało Cucine Lube Civitanovę i po pięciu latach przerwy wywalczyło tytuł Klubowych Mistrzów Świata. Złoto tych rozgrywek jest pierwszym medalem tej rangi dla Srećko Lisinaca, który od tego roku broni barw drużyny z Trydentu. „Pojawia się wiele emocji” – powiedział po meczu serbski środkowy.

 

Zespołowość największą siłą

 

Trentino Volley zakończyło Klubowe Mistrzostwa Świata z kompletem zwycięstw i bez straty punktu. Sami siatkarze przyznają jednak, że nie od początku zakładali, że wyjadą z Polski ze złotymi medalami. Z każdym kolejnym meczem podopieczni trenera Angelo Lorenzettiego grali coraz lepiej, w finale pokonując ubiegłorocznego wicemistrza, Cucine Lube Civitanovę. Dla Srećko Lisinaca jest to pierwsze trofeum zdobyte z nowym klubem, ale niedawno walczył z reprezentacją Serbii w najlepszej czwórce mistrzostw świata. „Jest inaczej niż w rozgrywkach reprezentacyjnych. Dużo też zmienia to, że to mój nowy klub, więc pojawia się wiele emocji. Bardzo się cieszę, że w pierwszym sezonie jaki ze sobą gramy, zagraliśmy tak dobry turniej, ale widać, że mamy jeszcze dużo rzeczy do poprawy, żebyśmy byli jeszcze mocniejsi” – powiedział po finale Klubowych Mistrzostw Świata Srećko Lisinac. Środkowy przyznaje jednak, że jego drużyna przed startem turnieju nie przypuszczała, że może on wyglądać tak dobrze w jej wykonaniu. „Nie spodziewaliśmy się, że od razu wygramy złoto, ale wiedzieliśmy, że jesteśmy mocną drużyną i możemy grać dobrze. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli w całym meczu utrzymamy taki poziom, to możemy wygrać” – wyjaśnił serbski środkowy zespołu z Trydentu.

 

 

Wysoki poziom

 

W meczu finałowym kibice zgromadzeni w Częstochowie byli świadkami widowiska na bardzo wysokim poziomie, zakończonego po czterech setach wygraną Trentino Volley. Obydwa zespoły walczyły jednak o każdą piłkę i niewiele brakowało, a spotkanie zakończyłoby się tie-breakiem. „Grali tak, jak im pozwoliliśmy. A tak poważnie, to jest bardzo mocna drużyna, gdzie jeden zawodnik może zakończyć mecz. My graliśmy zespołowo, daliśmy z siebie wszystko i cieszymy się, że tak się skończyło” – mówił po finale Srećko Lisinac. Serbskiego środkowego, który profesjonalną karierę rozpoczynał w AZS-ie Częstochowa, a później kilka lat grał w PGE Skrze wspierało wielu kibiców. Taka postawa polskich fanów została doceniona przez Lisinaca, który podziękował im po decydującym meczu: „Bardzo miło było mi widzieć wszystkich kibiców, którzy przyszli nam dzisiaj kibicować. Zawsze jest fajnie tutaj wracać i grać, szczególnie, że za każdym razem wygrywamy medale, i z reprezentacją, i z klubem”.

 

 

Nie będzie dominacji

 

W Final Four Klubowych Mistrzostw Świata zagrały dwa włoskie zespoły, jeden polski i jeden rosyjski. W finale zmierzyły się drużyny z Włoch, nie oznacza to jednak, że to ten kraj będzie dominował na arenie międzynarodowej w obecnym sezonie. Zdaniem Serba będzie to można zauważyć w Lidze Mistrzów, gdzie jednak nie występuje Trentino Volley. „To są bardzo dobre zespoły, które grają w Lidze Mistrzów, my w tym sezonie tam nie występujemy, ale te drużyny mają wysoki poziom, między nimi są niewielkie różnice i nie można powiedzieć, że klub z jednej ligi będzie bardzo dobry. Wszystko zależy od dnia, ale poziom jest bardzo wysoki. Nie można powiedzieć, że będzie dominacja zespołów z jednej ligi. Myślę, że trzy najsilniejsze ligi to rosyjska, włoska i polska. Mieliśmy okazję oglądać te zespoły w meczach finałowych” – zakończył Srećko Lisinac.

 

 

 

Źródło: informacja własna

BRAK KOMENTARZY