Rafał Szymura: „Kędzierzyn to fajne miejsce do grania”

Rafał Szymura: „Kędzierzyn to fajne miejsce do grania”

76
0
PODZIEL SIĘ

Sytuacja Rafała Szymury po zakończeniu sezonu 2016/2017 nie była jasna. Jak się okazało, problemy stwarzał były klub przyjmującego, AZS Częstochowa, który uważał, że siatkarz nadal ma ważny kontrakt. Okazało się jednak, że zawodnik jest wolny i zdecydował się podpisać kontrakt z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. 

 

Czas Siatkówki: Po małych perturbacjach ze swoim byłym pracodawcą w końcu dołączyłeś do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Można powiedzieć, że na tzw. „ostatni dzwonek”. Czy oznaczało to, że nie miałeś ofert z innych klubów?

 

Rafał Szymura: Już pod koniec sezonu miałem propozycje z innych klubów PlusLigi. Okazało się jednak, że AZS Częstochowa nie chce mnie puścić, ale w końcu się udało. ZAKSA złożyła mi taką ofertę, która mnie w pełni usatysfakcjonowała. Zgodziłem się na nią bez wahania i bardzo się z tego cieszę. Od chłopaków, którzy tutaj grają dwa-trzy lata z pewnością nauczę się wiele nowego. Nie można także zapomnieć o nowym trenerze. Na pewno będzie mi dawał jakieś dobre wskazówki. Będzie mnie podszkalał w siatkarskim rzemiośle. Z pewnością moja praca nie pójdzie tutaj na marne. Podpisałem tak zwany kontrakt 1+1, czyli na prawie dwa lata. Mam nadzieje, że klub mi przedłuży umowę na te dwa lata (śmiech) i wszystko pójdzie po mojej myśli. Może się i uda tutaj spędzić kolejne sezony. Mam blisko do domu, a Kędzierzyn to fajne miejsce do grania.

 

 

W ZAKSIE będzie występowało aż pięciu przyjmujących. Ciężko będzie wygryźć doświadczonych zawodników w postaci Deroo i Buszka?

 

Ciężko będzie się przebić do wyjściowej „szóstki”. Wiadomo – chłopaki grają w reprezentacjach. Ja także dążę do tego, aby wystąpić w reprezentacji Polski. Będę dawał z siebie wszystko na treningach i na siłowni. Na meczach będę chciał wykorzystać swoją szansę. Będę dawał z siebie wszystko, aby w miarę moich możliwości pomóc chłopakom.

 

 

Kibice wciąż pamiętają o „Świętej Wojnie”, która panowała pomiędzy drużynami z Częstochowy i Kędzierzyna-Koźla. Czy nie miałeś może skrupułów przy podpisywaniu nowego kontraktu?

 

Za czasów „Świętej Wojny” jeszcze nie grałem w siatkówkę (śmiech). Za moich czasów tej wojny już nie było. Graliśmy w nowej hali, byli kibicie obydwu drużyn i nie zauważyłem nigdy żadnej wojny. Wojna w sumie była, ale może jakieś pięć lat temu. Z tego co mi chłopaki opowiadali o meczach w Hali „Polonia”, kiedy przyjeżdżał Mostostal… Tam to dopiero musiało się dziać (śmiech).

 

 

W meczu o Superpuchar Polski pojawiłeś na chwilę na parkiecie. Czego zabrakło aby zdobyć pierwsze trofeum w nowym sezonie?

 

W pierwszym secie nasza gra wyglądała bardzo fajnie. Później niestety Bełchatów wstrzelił się zagrywką. Mieliśmy problemy z przyjęciem i przegraliśmy całą rywalizację 1:3. Nie poddajemy się jednak, czy nie załamujemy rąk, tylko walczymy dalej. Niedługo pierwszy mecz ligowy i mam nadzieję, że go wygramy.

 

 

Wiele klubów z PlusLigi przeszło dużą metamorfozę i ciężko na tę chwilę ocenić kto ma największe szansę na zdobycie tytułu Mistrza Polski. Jak oceniasz szansę ZAKSY w tym sezonie?

 

Każda z drużyn jakoś się wzmocniła. My będziemy się starać wywalczyć mistrzostwo. Nie możemy zapomnieć, że w tym sezonie będziemy grać na trzech frontach! Mamy ligę, Puchar Polski i Ligę Mistrzów. Rozgrywki te mogą trochę zamącić naszym zdrowiem (śmiech). Mówi się trudno – takie już nasze życie. Będziemy się starać trenować i grać jak najlepiej aby wywalczyć mistrzostwo kraju. Fajnie byłoby je zdobyć trzeci raz z rzędu.

 

 

Nie możemy również zapomnieć o Klubowych Mistrzostwach Świata. Czy to zaszczy zagrać przeciwko mistrzowi Włoch czy Brazylii?

 

Ciężko mi powiedzieć czy to będzie zaszczyt. W Częstochowie grałem tylko w meczach ligowych. Z pewnością będzie to fajne doświadczenie. Zobaczyć jak to wszystko wygląda na poziomie skali światowej. Mistrzostwa świata juniorów czy mistrzostwa U-23 to jednak nie to samo. Z takimi zawodnikami, z jakimi przyjdzie mi grać, czy to będą z Brazylijczycy albo Włosi, można powiedzieć, że to będzie nawet przyjemne… Ale też nie będę okazywał respektu. Wiadomo, że każdy chce wygrać i dać z siebie wszystko. Takie jest też moje motto: „Nie ma odpuszczania”. Walczę z kim się da jak tylko najlepiej potrafię.

 

 

 

Z Rafałem Szymurą rozmawiał Paweł Nerynk

BRAK KOMENTARZY