Podróż dookoła kalendarza

Podróż dookoła kalendarza

614
0
PODZIEL SIĘ

Jestem tu od kilku miesięcy. Co jakiś czas raczę Was posklejanymi w zdania literkami, które, mam nadzieję, wywołują od czasu do czasu na Waszych twarzach uśmiech. Czasem jednak trudno jest spłodzić chociażby jedną myśl, wokół której powstać mógłby tekst. To nie tak, że pstrykam palcami i jest! O NIE! Czasem nawet życie niczym nie natchnie, bo ma przestój, stoi w korku i ani drgnie. Tylko się patrzy tępo.

 

Tym razem wystarczyło jednak jedno spojrzenie w kalendarz i pomysł jakiś powstał: WSPOMNIENIA! Wiem, że nie jest to zbyt oryginalne, to czas podsumowań i postanowień, ale tym bardziej coś z tym trzeba zrobić. Dlatego właśnie zapraszam Was w podróż dookoła kalendarza – uwiecznijmy na ekranie komputera te wydarzenia ze świata siatkarskiego, które być może uwiecznić warto. Wyborem kierował palec boży, a z nim trudno dyskutować.

 

Dwa tysiące trzynasty rok (btw. TO JEST POPRAWNA FORMA!) był dość zaskakujący zarówno na boiskach ligowych, jak i tych reprezentacyjnych. Przeżyliśmy (kibice, siatkarze, trenerzy, działacze) wiele trudnych sytuacji. Nie raz i nie dwa przyszło nam przełknąć gorycz porażki i podnosić się po upadku. Tylko czy naprawdę wszystko było takie złe? To właśnie te momenty uczą najwięcej. Może warto przeżyć taki rok, by później odrodzić się niczym feniks z popiołów?

 

Zacząć chciałabym od PlusLigi. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwa kluby – PGE Skra Bełchatów
i Delecta (dziś Transfer) Bydgoszcz. Myślę, że niektórych może zaskoczyć ten wybór, więc wytłumaczę się:

 

Bełchatowska drużyna jest matką wielu moich łez i uśmiechów… świetnie radziła sobie na parkietach światowych (Klubowe Mistrzostwa Świata czy początek Ligii Mistrzów), jednocześnie nie będąc w stanie pokonać większości polskich rywali. Do dziś zachodzę w głowę czemu tak się działo. I jeszcze to nieszczęsne piąte miejsce… Oczywiście, można siąść i płakać, ale spójrzmy na to, co dzieję się teraz! PGE Skra Bełchatów po przejściu niezwykłej rewolucji zaczyna działać jak dobrze (a na pewno lepiej) naoliwiona maszyna!

 

A Delecta? Moim skromnym zdaniem, to było objawienie kończącego się właśnie roku! Cud nad Brdą czy coś w tym rodzaju. Kto z Was w nich wierzył ZANIM zaczęli wygrywać? Dla Bydgoszczan czwarte miejsce było niemal spełnieniem marzeń. I choć teraz praktycznie cała drużyna spełnia marzenia
w zupełnie innych klubach, to nie odbierzemy im tego, co udało się osiągnąć (ach, to pamiętne
i historyczne zwycięstwo nad PGE Skrą Bełchatów w Łuczniczce!). Bydgoszcz i ludzie z nią związani mogą, tak mi się wydaje, zaliczyć kończący się rok do udanych. Tyle nie osiągnęli od bardzo dawna.

 

Taka jest natura sportu – raz wygrywasz, raz przegrywasz.

A… zapomniałabym. Warto też wspomnieć, że Asseco Resovia Rzeszów obroniła tytuł Mistrza Polski, prawda? To chyba ważne, to chyba się liczy… czy nie? No dobra, liczy się. Wygrali zasłużenie. Brawo
i hip hip hura!

 

 

Dobra, czas na konkrety. Po prostu kotlet, ziemniaki i surówka!

 

REPREZENTACJA!

Działo się dużo, nadzieje były wielkie, balonik medialny napompowany do granic. Chcieli kibice, chcieli siatkarze, chcieli trenerzy i chciał Związek. Im bardziej wspominało się porażkę z Igrzysk Olimpijskich, tym bardziej się chciało. Ale wyszło, co wyszło. Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem. Nie doszukujmy się złego. Po prostu pamiętajmy o tym,  o czym pamiętać powinniśmy. To nauczy nas wszystkich cierpliwości i pokory – przynajmniej w teorii.

 

 

Co było pierwsze – jajko czy kura? Ha! Pierwszy był STADION NARODOWY! Po tym jak już go wybudowali, zalali i ogólnie wykorzystali na milion różnych, czasem nieco dziwnych sposobów, przyszedł czas na pojawienie się na nim małej piłeczki do siatkówki i rosłych panów w dresach. Tak,
6 czerwca 2013 reprezentacje Polski i Brazylii weszły na… boisko i grzecznie poodbijały piłkę. Nie ma co – była zabawa, było echo i ogólna ekstaza, bo to w końcu NARODOWY!  Wiem, że mogę zostać za to ukamienowana, ale DLACZEGO władze chcą tam zorganizować inaugurację MISTRZOSTW ŚWIATA?! Ja wiem, Warszawa, stadion, dużo hajsu skoszą, bo i miejsc tam mnogo, ale serio? Toż nawet lornetki nie pomogą, a na ekranie to ja i w domu oglądać mogę. Wiem, wiem – ta atmosfera! Hymn odśpiewany przez tysiące. No nie, nadal mnie to nie przekonuje…

 

… tak, jak nie przekonał mnie występ naszych chłopców podczas Ligi Światowej. Nie, nie czepiam się, nie jestem hejterm. Po prostu jak większość czuję pewien niedosyt, jednocześnie współodczuwając zawód, jaki musiał towarzyszyć całej drużynie. Nie szło im tak naprawdę od początku. Znaczy tak – pierwsze mecze z Canarinhos były obiecujące. Tanio skóry nie sprzedaliśmy, zwłaszcza w drugim ze spotkań rozgrywanym w Łodzi. Ale później gdzieś zgubił się tak ciężko wypracowywany styl gry. Nie każdy jest Brazylią, nie? Nie każdy może pozwolić sobie na wygrywanie przez n lat. Gdyby tak było, to…, ale nie jest. Powieśmy sobie to nad łóżkiem i zapamiętajmy! Przyda się przy następnej okazji, która wymagać będzie bezgranicznego wsparcia. Osobiście mam nadzieję, że nie pojawi się ona zbyt szybko. Tylko co ja mogę…

 

 

Z tego miejsca bardzo chciałabym ogłoszenia parafialne uskutecznić:

 

    1. Torwarze i Warszawo! Wstydźcie się choć trochę za tę nie do końca fajną atmosferę
      w hali podczas pierwszego meczu z Brazylią!

 

  1. Jak ja bardzo nie lubię FRANCUZÓW! W sensie ich drużyny narodowej.
    TAK BARDZO MI SIĘ ONI NIE PODOBAJĄ.

 

 

Kolejnym momentem pechowego dwa tysiące trzynastego roku jest baraż z Bułgarami. Losie! Bóg mi wybaczyć będzie musiał te wrzaski, te… niecenzuralne słowa, te hektolitry wylanych łez. Tego inaczej przeżyć się nie dało. Ostatnia deska ratunku, śmiem twierdzić, że NAJLEPSZY mecz sezonu reprezentacyjnego i wszystko na nic. Chociaż czy na pewno? Siatkarze pokazali tym meczem, że walczą, a nie, jak im zarzucano, koncentrują uwagę jedynie na nowych reklamach i zarabianiu kasy niegraniem. Nigdy nie zapomnę malującego się na ich twarzach bólu, przeprosin Bartosza Kurka, zapierających dech w piersiach zdjęć, na których widnieje rozpacz. Tego inaczej nazwać się nie da.

 

W jednym z wcześniejszych tekstów (pt.: Kiepskie dobrego początki) wypowiedziałam się już na temat kolejnych, połączonych ze sobą wydarzeń tego roku – ZWOLNIENIE ANDREI ANASTASIEGO i wybranie na jego następcę Stephane’a Antigi. Wspomnę o tym ponownie, gdyż przemilczeć nie wypada. Nie będę jednak powielać bytów i rozwodzić się nad tym wydarzeniem, bo rozwieść się to ja czasem mam ochotę z PZPS-em. Pozdrawiam serdecznie Pana Prezesa, ale czasem nie ogarniam jego decyzji.
A co, wolno mi! To jest poważna zmiana, co ważniejsze – zmiana bardzo nieprzewidywalna. Nikt nie jest w stanie powiedzieć (ze stu procentową pewnością) czego możemy się spodziewać po francuskim duecie trenerskim. Jawi mi się to trochę jako rosyjska ruletka. Oby ta zabawa nie skończyła się strzałem w kolano…

 

 

Nie załamujmy rąk. Nie poddawajmy się. Sport niejednokrotnie pokazał, że miewa humory
i szczęście wydziela nie zawsze według zasad fair play.

 

Nadszedł czas na nowe rozdanie kart: żegnaj trzynastko, witaj czternastko! Obyś przyniosła nam zdecydowanie więcej szczęśliwych chwil!

 

 

 

P.S. A może i Ty spiszesz kluczowe dla Ciebie momenty tego roku? Wybór należy do Ciebie i nie jest on prosty! Jeśli nie jesteś ekspertem, to po prostu bądź sobą! To ułatwia sprawę.

 

 

Iza Sykut

BRAK KOMENTARZY