PlusLiga: Rzeszowianie z drugim zwycięstwem

PlusLiga: Rzeszowianie z drugim zwycięstwem

10
0
PODZIEL SIĘ

W ramach czwartej kolejki PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów pokonała ekipę Cuprum Lubin. Lubinianie na swoim koncie zapisali tylko pierwszą odsłonę, w której od początku narzucili swoje tempo gry. W kolejnych partiach kontroli nad grą nie tracili rzeszowianie, dla których to drugie zwycięstwo w tym sezonie. MVP spotkania został Zbigniew Bartman.

 

Mecz rozpoczęli rzeszowianie od zagrywki Bartłomieja Krulickiego i to oni zdobyli pierwszy punkt (1:0). Lubinianie szybko przystąpili do gry, a następnie wyszli na dwupunktowe prowadzenie (3:1). Utrzymywali przewagę po swojej stronie, zaś w dalszej kolejności powiększyli ją do czterech „oczek” (7:3). Zablokowanie ataku Zbigniewa Bartmana poskutkowało przerwą na żądanie trenera Piotra Gruszki (8:3), ale ta interwencja nie przyniosła oczekiwanych efektów. Gospodarze utrzymywali po swojej stronie bezpieczną przewagę, wykorzystując pomyłki wkradające się w grę rywali. Wyraźnie kontrolowali grę i zapisali inauguracyjną odsłonę na swoim koncie z przewagą sześciu punktów (25:19).

 

Drugiego seta zespoły zainaugurowały wymianą „oczek” (1:1), a następnie rzeszowianie wyszli na dwupunktowe prowadzenie (3:1). Lubinianie momentalnie odrobili straty (3:3), lecz przyjezdni ponownie odskoczyli na trzy, a następnie cztery punkty, zmuszając do reakcji trenera Marcelo Fronckowiaka (7:3). Interwencja nie przyniosła oczekiwanych efektów. W tej partii to rzeszowianie od początku utrzymywali kontrolę nad grą (11:5). Gospodarze nie zamierzali jednak składać broni i próbowali nawiązać walkę z przeciwnikami, jednak na niewiele zdała się także druga przerwa, którą wykorzystał szkoleniowiec ekipy z Lubina (12:6). Rzeszowianie zdobywali kolejne „oczka” i w rezultacie wygrali w nim z przewagą siedmiu punktów (25:18).

 

Trzeci set miał wyrównany początek (3:3). Rzeszowianie wyszli na dwupunktowe prowadzenie (5:3), a następnie utrzymywali przewagę po swojej stronie. Lubinianie nie pozwolili sobie jednak na stratę kontaktu z przeciwnikami i walczyli o doprowadzenie do remisu. Rywale skutecznie uniemożliwiali im zniwelowanie strat, a ich trzypunktowe prowadzenie poskutkowało przerwą na żądanie trenera Marcelo Fronckowiaka (12:9). Nie przyniosła ona oczekiwanych rezultatów, gdyż rzeszowianie wyraźnie utrzymywali kontrolę nad grą i powiększali swój dorobek punktowy. Siedmiopunktowa przewaga poskutkowała drugim czasem dla szkoleniowca gospodarzy, ale i ten nie zdołał zatrzymać przejezdnych. Siatkarze z Podkarpacia zdobywali kolejne „oczka” i w rezultacie trzecią partię zapisali na swoim koncie z przewagą dziesięciu punktów (25:25).

 

Czwarta odsłona rozpoczęła się wymianą punktów (1:1) i zespoły od pierwszych piłek nawiązały ze sobą walkę. Lubinianie wyszli na dwupunktowe prowadzenie (6:4), ale rywale nie tracili z nimi kontaktu. Momentalnie odrobili straty i kibice w dalszym ciągu byli świadkami gry punkt za punkt. Rzeszowianie objęli trzypunktowe prowadzenie (12:9), a to zmusiło do reakcji trenera Marcelo Fronckowiaka. Ta interwencja nie wybiła jednak z rytmu rzeszowian. Kontrolowali grę w decydującym fragmencie partii, choć lubinianie próbowali powrócić do walki. Zdołali zmniejszyć straty do trzech „oczek”, a to poskutkowało przerwą na żądanie trenera Piotra Gruszki (15:18). Rzeszowianie nie wypuścili z rąk swojej przewagi i tę partię również zapisali na swoim koncie (25:21).

 

Cuprum Lubin – Asseco Resovia Rzeszów 1:3 (25:19, 18:25, 15:25, 21:25)

MVP: Zbigniew Bartman

 

Składy drużyn:

 

Cuprum Lubin: Bartłomiej Lipiński, Kamil Maruszczyk, Jakub Ziobrowski, Przemysław Smoliński, Miguel Tavares Rodrigues, Maksin Morozau, Jędrzej Gruszczyński (libero) oraz Bartłomiej Zawalski, Maciej Gorzkiewicz, Filip Biegun, Bartosz Makoś (libero)

 

Asseco Resovia Rzeszów: Bartłomiej Krulicki, Grzegorz Kosok, Marcin Komenda, Nicholas Hoag, Zbigniew Bartman, Nicolas Marechal, Luke Perry (libero) oraz Bartosz Mariański (libero), Tomas Rousseaux, Kawika Shoji, Rafał Buszek, Damian Schulz

 

Źródło: Informacja własna

BRAK KOMENTARZY