Piotr Nowakowski: „Nie ma co wybiegać w przyszłość”

Piotr Nowakowski: „Nie ma co wybiegać w przyszłość”

7
0
PODZIEL SIĘ

Po pięciosetowym meczu Projekt Warszawa pokonał Aluron Virtu CMC Zawiercie. Warszawianie nie mają zbyt wiele czasu na odpoczynek, bo w środę zmierzą się z mistrzami Polski. „Mamy rachunki do wyrównania po Superpucharze, który trochę słabo nam poszedł. Wiemy, że drużyna z Kędzierzyna na pewno jest tam do ugryzienia” – powiedział w rozmowie z nami Piotr Nowakowski.

 

Czas Siatkówki: W ostatniej serii spotkań dość pewnie pokonaliście zespół Jastrzębskiego Węgla, a na co nastawialiście się przed pojedynkiem z Aluron Virtu CMC?

 

Piotr Nowakowski: Byliśmy nakręceni, chociaż drużyna z Jastrzębia ostatnimi wynikami pokazała, że jest trochę w dołku. Natomiast teraz nastawialiśmy się na bardzo ciężką walkę i taka walka miała miejsce. Nie gra się tutaj łatwo, nie jest to łatwa hala do grania, dlatego bardzo cieszą te dwa punkty, jakie udało nam się wyszarpać w tie-breaku. Jesteśmy bez porażki, co jest bardzo pozytywne.

 

 

W pierwszej partii dość gładko pokonaliście zawiercian. Spodziewaliście się, że po takim secie rywale zdołają doprowadzić do tie-breaka?

 

Pomyśleliśmy sobie, że zawiercianie są do ugryzienia. Zawsze jest widmo tego, że możemy zagrać pięć setów. Taka jest już siatkówka, a jeden set nic nam nie daje. Tak to właśnie wyglądało, było trochę górek i dolin. Ta strona naprzeciwko klubu kibica chyba jest bardziej szczęśliwa i cieszę się, że tam kończyliśmy tego tie-breaka. Brawo dla drużyny z Zawiercia za walkę.

 

 

Mniejsza ilość błędów własnych była jednym z kluczowych elementów?

 

Tych błędów i tak było sporo, ale w tie-breaku nie było to aż tak widoczne. Zagraliśmy też dobrze blokiem pasywnym, co przynosiło korzystne dla nas efekty.

 

 

Blok i obrona pozwoliły wam na wyprowadzanie skutecznych kontrataków, to są elementy nad którymi w jakiś szczególny sposób się skupiacie?

 

Jakoś specjalnie się nad tym nie skupialiśmy, pracujemy nad wszystkimi elementami siatkarskimi. Super, że nasza praca przynosi efekty. Widać, że formacja blok-obrona istnieje i ma się całkiem dobrze, a teraz wystarczy tylko to podtrzymywać i dołączyć do tego kolejne elementy. Myślę, że najgorzej w tym momencie wygląda nasz atak z pierwszej piłki i pewnie nad tym będziemy dużo pracować.

 

 

Do świąt czeka was intensywny czas meczowy, a sporo kolejek rozgrywanych jest awansem. Patrzycie na tabelę, jak ona się układa, czy przy takim biegu wydarzeń nie ma to znaczenia?

 

Szczerze, osobiście nie patrzę. Mamy już pięć zwycięstw i na razie nie ma co wybiegać w przyszłość. Wiadomo, że każdą drużynę czeka maraton siatkarski, bo ten terminarz jest bardzo napięty. Na pewno każdy będzie szukał oszczędności tak, by jak najlepiej przejść przez ten okres, czyli nie stracić wielu punktów i nie eksploatować wszystkich maksymalnie. Jakoś te siły będzie trzeba sensownie rozłożyć, ale to już jest w głowach trenerów, by nas jak najlepiej do tego maratonu przygotować.

 

 

Ta pędząca liga wynika z styczniowych kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich, patrząc na skład tego turnieju chyba jeszcze bardziej możemy docenić sierpniową kwalifikację?

 

Na pewno będzie to masa zaoszczędzonych sił naszej kadry, zarówno fizycznych jak i psychicznych. Współczuję moim kolegom, między innymi z Francji, tego turnieju w Berlinie, bo będzie to nie lada wyzwanie. Życzę im powodzenia.

 

 

Już w środę zagracie z zespołem z Kędzierzyna-Koźla, który również jak dotąd nie przegrał żadnego meczu. Jak zapatrujecie się na starcie z mistrzami Polski?

 

Mamy rachunki do wyrównania po Superpucharze, który trochę słabo nam poszedł. Wiemy, że drużyna z Kędzierzyna na pewno jest tam do ugryzienia. Jedziemy z otwartą przyłbicą i będziemy walczyć do końca, tak jak dzisiaj. Zostawić wszystko na boisku i możemy pokonać ZAKSĘ, a kibiców prosimy o trzymanie kciuków.

 

 

Po dwóch sezonach w Gdańsku zdecydował się pan na zmianę klubu, a już trochę czasu minęło więc może pan powiedzieć jak gra się w Warszawie? Osoba trenera Andrei Anastasiego pomaga?

 

Jest trochę inaczej, ale równie ciekawie. Oczywiście osoba trenera ma znaczenie, bo nie musimy się zapoznawać, trener wie na co mnie stać i jak muszę trenować. Z większością chłopaków już grałem, albo znamy się z kadry, więc oprócz tego, że zmieniłem miejsce, to nic się nie zmieniło. Oczywiście, tęsknie za Gdańskiem bo tam jak dotąd czuje się najlepiej. Nie wiem jak długo zabawię w Warszawie, ale mam nadzieję, że jak będą dobre wyniki tak jak teraz to nie obrażę się na Warszawę i zostanę.

 

 

 

Z Piotrem Nowakowskim rozmawiała Natalia Gajda

BRAK KOMENTARZY