Mateusz Malinowski: „Zaważyło sportowe szczęście”

Mateusz Malinowski: „Zaważyło sportowe szczęście”

5
0
PODZIEL SIĘ

Aluron CMC Warta Zawiercie w zaległym meczu potrzebował trzech setów aby pokonać Cuprum Lubin. Po raz kolejny mocną bronią zawiercian była dobra gra w polu serwisowym. „Na to składa się wiele elementów, między innymi zagrywka, która dziś była naszym mocnym elementem” – powiedział w pomeczowej rozmowie Mateusz Malinowski.

 

Czas Siatkówki: Dziesięć dni, cztery mecze i trzy zwycięstwa, to chyba dobry bilans?

 

Mateusz Malinowski: To w tak krótkim okresie zagraliśmy aż tyle meczów? W tym sezonie ciężko za tym nadążyć. Można powiedzieć, że to dobry bilans, aczkolwiek patrząc na to jakie graliśmy mecze, to liczyłem na komplet punktów. Nie ma co jednak rozpamiętywać meczu z GKS-em Katowice, bo dzisiaj to sportowe szczęście się do nas uśmiechnęła i udało się wygrać tego pierwszego seta, gdzie gra była wyrównana. Natomiast w podobnej sytuacji w Katowicach nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść i potem nasza gra siadła. Gramy trochę w kratkę, ale wygląda na to, że nasza forma zaczyna się stabilizować. Jeśli tak zagramy w Suwałkach, choć uważam, że to będzie bardzo trudne spotkanie, to może się to skończyć pięcioma setami. Teraz bardzo ważny jest odpoczynek i przygotowanie mentalne do tego meczu, tak by wyjść i od początku grać odważnie.

 

 

Wy do tego meczu przystępowaliście po wspomnianej już porażce z GKS-em Katowice, natomiast wasi dzisiejsi rywale byli niesieni zwycięstwem nad Asseco Resovią Rzeszów. Z jaką taktyką wychodziliście na parkiet?

 

Na pewno chcieliśmy zagrać konsekwentnie dobrą zagrywką i wiedzieliśmy, że jeśli obciążymy przyjęciem Wojtka Ferensa, to będzie mu ciężko zbierać się do ataku, co mogło się obrócić na naszą korzyść. Wydaje mi się, że atakujący nie zagrał również takiego meczu jak ten z Asseco Resovią Rzeszów. Trzeba jednak przyznać, że rzeszowianie to taki zespół chimeryczny, a lubinianie grają naprawdę fizyczną siatkówkę, zwłaszcza gdy mają do tego warunki, tak jak to było w poprzednim meczu. Natomiast dzisiaj tych sprzyjających warunków nie mieli, cały czas naciskaliśmy zagrywką.

 

 

W każdym z setów już w pierwszych fragmentach budowaliście kilkupunktową zaliczkę. To też daje wam takie poczucie komfortu psychicznego?

 

Oczywiście, bo zdecydowanie łatwiej się gra, kiedy ma się przewagę. Szkoda tylko, że po raz kolejny nie potrafimy w tym pierwszym secie dowieźć zaliczki do końca, bo wpadło nam kilka piłek, kilku nie skończyliśmy, a powinniśmy. Jeżeli chcemy grać w pierwszej szóstce, w play-offach, to musimy takie przewagi utrzymywać, więc na pewno w pierwszym secie zaważyło sportowe szczęście.

 

 

To, że wasza forma idzie w górę można chyba zaobserwować w grze w elemencie bloku, obrony czy kontrataku, bo po raz kolejny dobrze zagraliście w tych elementach.

 

Myślę, że ta pasywna gra wyblokiem dodaje nam skrzydeł, ponieważ mamy graczy, którzy w kontrataku naprawdę mogą stanowić o naszej sile. Tych punktowych bloków nie było wiele, natomiast tych pasywnych, po których wyprowadziliśmy kontratak, trochę było i na pewno to też napędzało naszą grę. Na to składa się wiele elementów, między innymi zagrywka, która dziś była naszym mocnym elementem, a to bardzo pomaga w budowaniu pewności siebie i przewagi punktowej.

 

 

Do końca roku zostały wam dwa mecze, ze Ślepskiem Malow Suwałki oraz drużyną z Radomia, to będą trudne spotkania?

 

Zdecydowanie, bo myślę, że dojdzie jeszcze zmęczenie, bo czekają nas długie podróże. Taka jednak jest liga, musimy grać i wytrzymać ten trudniejszy fragment sezonu, a potem mamy zasłużone wolne. Mamy też szeroki skład, zawsze trener może skorzystać z zawodników, którzy podniosą nasz poziom, więc osobiście nie obawiam się o te mecze.

 

 

Trener pokazuje, że nie boi się zmian, a wchodzący zawodnicy wnoszą do drużyny wiele dobrego, ten wspomniany już szeroki skład to jest wasz dodatkowy atut w porównaniu do zespołów, które mają krótką ławkę?

 

Każdy z naszych zawodników jest w grze, bo w ostatnich meczach wszyscy mieli okazję poczuć to boisko. Trener ma wolną głowę, bo nie musi się bać, wprowadzając zawodników z ławki, ponieważ wszyscy w ciągu tych ostatnich dziesięciu meczów, jeśli spojrzymy statystycznie, mieli okazję zagrać.

 

 

Teoretycznie gramy rundę rewanżową, zaglądacie trochę w tabelę?

 

Osobiście nie patrzę na to, co prawda wczoraj na chwilkę spojrzałem, ale wydaje mi się, że na tym etapie sezonu nie jest to istotne. To nie jest czas na jakieś specjalne obliczenia, trzeba wychodzić na boisko, grać i walczyć by dopisywać kolejne punkty.

 

 

 

Z Mateuszem Malinowskim rozmawiała Natalia Gajda

BRAK KOMENTARZY