Mateusz Janikowski: „Życiowo i siatkarsko ten rok dał mi bardzo dużo”

Mateusz Janikowski: „Życiowo i siatkarsko ten rok dał mi bardzo dużo”

48
0
PODZIEL SIĘ

Siatkarze ONICO Warszawa po raz pierwszy w historii wywalczyli wicemistrzostwo Polski. Nie tylko dla warszawian była to historyczna chwila, ale również dla Mateusza Janikowskiego, który rozegrał swój pierwszy sezon w PlusLidze. „Przejście do seniorki to zupełnie inny świat” – mówił w rozmowie z Czasem Siatkówki 20-letni przyjmujący.

 

Czas Siatkówki: Jak się czuje wicemistrz Polski?

 

Mateusz Janikowski: Jest to fantastyczne uczucie. Rok temu też zostałem wicemistrzem Polski, tylko że juniorów i w taki sposób skończyła się moja przygoda z siatkówką młodzieżową. Wiadomo, przejście do seniorki to zupełnie inny świat. Nawet w celach przed sezonem nie mieliśmy w ogóle takiego założenia. Naszym celem nie było zdobycie mistrzostwa czy wicemistrzostwa, tylko raczej bycie w szóstce. Wszystkie sprawy tak się potoczyły, tak się ułożył sezon, że zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. Jest to niezwykłe uczucie. Patrząc na to już po kilku dniach, czuje się ogromną dumę i wielką radość.

 

 

Był to pana pierwszy sezon w PlusLidze i od razu srebrny medal, który był też dla pana prezentem urodzinowym. Apetyt rośnie w miarę jedzenia?

 

Myślę, że tak. Jeśli chodzi o pytanie odnośnie moich urodzin, jest to najlepszy prezent, jaki mogłem sobie wymarzyć, ale też tak naprawdę wypracować sobie samemu, więc bardzo się z tego cieszę. Fajnie się w ogóle zgrało, że ten sukces przypadł w przeddzień moich urodzin. Natomiast, jeśli chodzi o jakieś plany na przyszłość, czy tak jakby głód wygranych, to oczywiście ja zdaję sobie sprawę, że jeszcze jestem młodym zawodnikiem i nie gram na takim poziomie, jak na przykład w finale mistrzostw Polski, gdzie byłem rezerwowym. Także jeszcze wiele pracy przede mną, wiele nauki, przegranych i wygranych spotkań, aby osiągnąć taki sukces, jak na przykład mistrzostwo Polski.

 

 

We wtorek mieliście spotkanie z Prezydentem Warszawy, Rafałem Trzaskowskim. Czy fakt, że sam Prezydent zaprosił was do siebie uświadomiło wam jeszcze bardziej, jak duży jest to sukces dla tego miasta?

 

Tak, bardzo fajnie, że Prezydent postąpił w taki sposób, że zaprosił nas do siebie. Jest to bardzo miły gest z jego strony i uhonorowanie naszej pracy. Oczywiście mówił też o planach na temat hali, także widać, że zależy mu na naszym zespole i nie jest wobec tego obojętny. Widać było po nim, że to go interesuje.

 

 

Po ostatniej akcji finału był lekki niedosyt, że można było ugrać coś więcej czy jednak większa była radość z tego co jest?

 

Wydaje mi się, że większy niedosyt był po ostatniej akcji pierwszego meczu, niż po ostatniej akcji całego finału, bo wiemy, w jakich okolicznościach wtedy potoczyły się wydarzenia. Natomiast po ostatnim gwizdku, też nie było tak, że przegraliśmy na przewagi, bo w czwartym secie ZAKSA już nam trochę odjechała i w zasadzie wszystko zmierzało w taką stronę, że ciężko było wyciągnąć tego seta. Oczywiście był lekki niedosyt, ale z drugiej strony uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy wicemistrzami Polski, drugą drużyną, także radość też była ogromna i było to chyba po nas widać.

 

 

Było świętowanie?

 

Oczywiście, że było.

 

 

Wracając do całego tego sezonu, nie był on dla was łatwy. Wasz zespół budował się praktycznie przez całe rozgrywki. Graliście w sumie z pięcioma atakującymi, przez chwilę mieliście pięciu przyjmujących. To wprowadzało lekki chaos czy jednak przeciwnie, bo nie było czasu na próby tylko szybko trzeba było się zgrać?

 

Wydaje mi się, że dla nikogo nie było to proste, ciągła zmiana hierarchii w drużynie i składu osobowego. Myślę jednak, że bardzo dobrze sobie poradziliśmy z tą sytuacją, dlatego, że ci zawodnicy, którzy przychodzili do nas, bardzo szybko wpasowali się do zespołu. Również w szatni weszli w naszą grupę bez żadnych problemów. Po drugie wydaje mi się też, że to jest trochę taki kopniak do większej pracy, jakaś większa motywacja, bo jak ktoś przychodzi do rywalizacji, to cały czas trzeba bardzo ciężko pracować. Także wydaje mi się, że to miało swoje plusy i minusy.

 

 

Po meczu półfinałowym na Torwarze rozmawiałam z Nikolayem Penchevem i powiedział, że problemy, które was spotkały pod koniec sezonu jeszcze bardziej was scaliły. Tak to wyglądało też z pana perspektywy?

 

Myślę, że tak, dlatego, że po pierwsze zdjęliśmy z siebie taką presję faworyta w meczu z Jastrzębiem. Po kontuzjach tak naprawdę to jastrzębianie byli stawiani w roli faworyta do finału, a my byliśmy tą drużyną, która może sprawić sensację wygrywając. Po drugie tak naprawdę mieliśmy bardzo silny skład przez cały sezon i gdy wypadły te najmocniejsze ogniwa, to inni mogli wziąć ciężar gry na swoje barki. To też jest tak, że inni mogli się wtedy pokazać i wcale nie musiało to obniżyć jakości grania. Chociaż rzeczywiście była to ogromna strata i było nam bardzo ciężko, ale mimo wszystko zdobyliśmy medal.

 

 

Czego nauczył pana ten sezon w Warszawie?

 

Nauczył mnie bardzo dużo. Siatkarsko to jest w ogóle przepaść jeżeli chodzi o PlusLigę a jakieś juniorskie granie. Nauczył mnie też dojrzałości, życia w grupie z ludźmi, którzy mają po trzydzieści, niektórzy trzydzieści kilka lat, wszyscy tak naprawdę byli starsi ode mnie. Pierwszy rok też mieszkałem sam, także to też jakaś zmiana. Ja myślę, że życiowo i siatkarsko ten rok dał mi bardzo dużo i uważam, że dobrze go przepracowałem.

 

 

Co Mateusz Janikowski zapamięta najbardziej z tego sezonu, który obfitował w tak wiele emocji zarówno tych sportowych, jak i tych niezbyt przyjemnych?

 

Myślę, że takim najbardziej godnym zapamiętania momentem jest to, gdy zdobyliśmy ostatni punkt w półfinale i ta radość była w ogóle nie do opisania. Trzeba to zobaczyć, jest filmik i to najlepiej oddaje całość tego wydarzenia. Bardzo przyjemnym momentem było też to, gdy wracaliśmy już ze srebrnymi medalami, a chłopaki w autobusie zaśpiewali mi sto lat i dali prezent, także to też było fajne zwieńczenie tego sezonu.

 

 

Nie miał pan zbyt wielu okazji do gry, ale jak już pojawiał się pan na boisku, wykorzystywał pan swoje szanse. Ta postawa zaowocowała powołaniem do reprezentacji Polski juniorów. Ile zostało panu wolnego przed wyjazdem na zgrupowanie?

 

Już w niedzielę jedziemy, ale jeszcze jest czwartek, piątek i sobota (śmiech). Także trzy dni, ale też wcześniej muszę się przeprowadzić, także na jakiś odpoczynek praktycznie nie ma czasu. Z drugiej strony ja nie podchodzę do tego na takiej zasadzie: szkoda, że nie ma wolnego. Czuję się dobrze, teraz miałem troszeczkę więcej szans do pogrania nawet w finale, także czuję się bardzo zmotywowany i mimo tego, że może pojawiać się jakieś delikatne zmęczenie, staram się o tym po prostu nie myśleć i iść do przodu, bo przed nami bardzo ważna impreza kadrowa, czyli mistrzostwa świata juniorów w lipcu. Bardzo bym chciał się dobrze pokazać również tam.

 

 

Pan ma jeszcze ważny kontrakt w Warszawie, prawda?

 

Tak, mam teoretycznie ważny kontrakt, ale jeszcze tak do końca nie znam swojej przyszłości. Albo zostanę, albo jeszcze do końca nie wiem.

 

 

 

Z Mateuszem Janikowskim rozmawiała Marta Chlebicka

BRAK KOMENTARZY