Matchball tygodnia: Rosyjscy dominatorzy, francuski sprawdzian na plus, a Vital Heynen naszkicował...

Matchball tygodnia: Rosyjscy dominatorzy, francuski sprawdzian na plus, a Vital Heynen naszkicował coś stałego

39
0
PODZIEL SIĘ

Obawiałam się, jak drużyny wytrzymają Siatkarską Ligę Narodów pod względem fizyczny, ale okazało się, że obawy się nie sprawdziły, a przynajmniej nie do końca, bo emocji nie brakowało. Poznaliśmy zwycięzców pierwszej edycji nowej formuły FIVB, a w finale zmierzyły się dwa zespoły, które od początku swoje mecze rozgrywały w Europie. Bez wątpienia jednak można być pod wrażeniem ich gry.

 

Potęga została w Europie

 

Siatkarska Liga Narodów pierwsza już do historii. Właściwie to pierwsza jej edycja przeszła do historii, bo kolejne rozgrywki przed nami. W minionym tygodniu wszystko właściwie kręciło się wokół finałów we francuskim Lille. Wśród sześciu najlepszych drużyn znalazła się reprezentacja Polski, która jednak nie pojechała do Francji w roli faworyta, o czym mogliśmy się przekonać już po dwóch pojedynkach z Rosjanami oraz Amerykanami. Ich los podzielili Serbowie i już po dwóch dniach meczach turnieju pożegnali się z rozgrywkami. W meczach półfinałowych emocje można powiedzieć były pół na pół. W pierwszym półfinale, w którym Francuzi zmierzyli się z reprezentacją Stanów Zjednoczonych z pewnością ich nie zabrakło, bo przecież Amerykanie powrócili do walki po dwóch przegranych setach. Chociaż doprowadzili do tie-breaka, nie zdołali odwrócić losów meczu, w wyniku czego jako pierwsi w finale zameldowali się Trójkolorowi. W kolejnym meczu półfinałowym emocji był zaś deficyt, a przynajmniej dla mnie. Brazylijczycy nie mogli znaleźć recepty na doskonałą grę Rosjan, którzy już po trzech setach uzupełnili stawkę finalistów pierwszej edycji Siatkarskiej Ligi Narodów.

 

Przypomnij sobie przebieg pierwszego i drugiego meczu półfinałowego

 

Amerykanie po, moim zdaniem, dramatycznym półfinale, gdzie powrót do gry niewiele dał, musieli zadowolić się walką o brązowy medal. O ten krążek walczyli z Brazylijczykami, którzy dzień wcześniej byli całkiem bezradni wobec poczynań reprezentacji Rosji. Chociaż w walce o trzecie miejsce próbowali walczyć z Amerykanami, a ostatnie dwa sety rozstrzygnęły się po grze na przewagi, nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Amerykanie stanęli zatem na najniższym stopniu podium i moim zdaniem nie bez powodu, bo zarówno przez całe rozgrywki Ligi Narodów, jak również w turnieju finałowym w Lille, prezentowali bardzo wysoki poziom. Brazylijczykom trochę wiarę w  siebie mogła zachwiać kontuzja Mauricio, której nabawił się już w pierwszym meczu, przeciwko Francuzom. Kontuzje są wielkim pechem, ale jak wiadomo nieuniknione w sporcie, a gdy przytrafiają się w ważnych momentach, od razu na myśl przychodzą kontuzje, które pod ścianą stawiały biało-czerwonych – przynajmniej ja tak mam.

 

Przypomnij sobie przebieg meczu o brązowy medal

 

A na deser niedzielnych zmagań w Lille, a zarazem w ostatnim spotkaniu Ligi Narodów reprezentacja Francji mierzyła się z Rosjanami. W finale spotkały się dwie drużyny, które przez cały czas trwania fazy grupowej nie wyjeżdżały poza Europę, nie zmieniały stref czasowych, a co się z tym wiąże, eksploatacja organizmu była nieco mniejsza. Może nie jakoś znacząco, bo w końcu ani Rosjanie, ani Francuzi na boisku nie leżeli, ale chyba każdy może sobie wyobrazić, jak wiele organizm zaoszczędza energii, gdy nie musi co tydzień, albo co dwa przyzwyczajać się do innej strefy czasowej i na nowo zamieniać dnia z nocą. Pod tym względem można by spekulować, że turniej był układany trochę pod te dwa zespoły, ale z drugiej strony nie można umniejszać im zasług, bo prezentowali się z naprawdę świetnej strony i każda z drużyn miała swoich liderów. Zastanawiający jest jedynie fakt, czy byliby w tak samo galaktycznej i nieosiągalnej dyspozycji, gdyby mieli za sobą takie podróże jak Brazylijczycy, Amerykanie, czy nawet reprezentacja Polski. Myślę, że to było najbardziej irytującym, przynajmniej dla mnie, szczegółem, bo jeśli wszyscy mają mieć równe szanse, to wszyscy niech też mają jakoś rozplanowane podróże na inne kontynenty. Nad tym FIVB musi jeszcze popracować, pomijając oczywiście fakt zabójczego tempa rozgrywanych spotkań i ich ilości.

 

Wracając jednak do samego meczu finałowego, jedynym, co było pewne przed tym starciem, były emocje i walka do ostatniej piłki. Tak było, ale w trzecim secie. W dwóch pierwszych odsłonach swoje tempo gry narzucali Rosjanie, u których funkcjonowało wszystko, od zagrywki, przez przyjęcie, po blok. Francuzi mieli duże problemy przedrzeć się przez Rosyjską ścianę, i w sumie nic dziwnego, bo ominąć takiego Dmitryia Muserskiego z pewnością łatwo nie jest. Dzięki swoim atutom Rosjanie wypracowywali sobie wysoką przewagę i mogli sobie pozwalać po drodze na jakieś straty punktowe. Francuzi zarówno w pierwszym, jak i w drugim secie gonili wynik, ale nie mogli do końca odrobić strat, bo na wytrącenie sobie z rąk inicjatywy nie pozwalali rywale. Pod koniec drugiego seta, gdy Trójkolorowi odrobili kilka punktów i złapali pewien kontakt z Rosjanami, uwierzyli, że w tym meczu można jeszcze powalczyć i na trzeciego seta wyszli jakby bardziej skoncentrowani. Przez dłuższy czas utrzymywali minimalną przewagę, ale jak się nie przypilnuje w końcówce Rosjan, w dodatku tak dobrze dysponowanych Rosjan, o doprowadzenie przewagi do końca i zwycięstwo trudno. Bezapelacyjnym liderem w tym finałowym pojedynku była Maxim Mikhailov, którego znakomitą grę osobiście pamiętam jeszcze sprzed kilku ładnych lat i nie byłam zaskoczona, gdy ogłoszono go MVP turnieju finałowego w Lille. Rosjanie zaprezentowali wręcz nieziemską siatkówkę i wysłali światu sygnał, kto jest na obecną chwilę najpoważniejszym, a na pewno jednym z najpoważniejszych kandydatów do walki o złoto mistrzostw świata. Tak jak rosyjski gigant, Zenit Kazań, tak również i reprezentacja Rosji okazała się nie do zatrzymania.

 

Przypomnij sobie przebieg meczu o złoty medal oraz zobacz, kto otrzymał nagrody indywidualne

 

Turniej finałowy w Lille odbił się echem w świecie również pod względem organizacyjnym. Organizatorzy stworzyli fenomenalne widowisko, a oprawa została zaczerpnięta z polskich hal. Naprawdę, aż serce się raduje, kiedy widać, że na polskiej organizacji wzorują się inni i przenoszą na trybuny nawet tzw. zabawę w naśladowanie sędziów. Francuzi ten szczegół wprowadzili na halę podczas jednego z turniejów fazy grupowej, co od razu rzuciło mi się w oczy podczas oglądania meczu. Jak podczas transmisji z Lille stwierdził Łukasz Kadziewicz: do Polaków jeszcze trochę brakuje, i w sumie nic dziwnego, bo opinii najlepszych kibiców i autu najlepszej organizacji jeszcze długo, a moim zdaniem to nawet nigdy się nie pozbędziemy. A czego Francuzom brakuje? Zakończenia. Po meczu finałowym zawodnicy przez jakiś czas stali na boisku i tak naprawdę chyba sami nie wiedzieli, co mają robić. Np. nagrody były wręczane gdzieś z boku w trybunach, a nie na środku boiska, gdzie każdy może to zobaczyć. Tę kwestie Francuzi muszą jeszcze dopracować, ale za organizację wystawiłabym – biorąc pod uwagę skalę akademicką – dobre 4,5.

 

A tuż po zakończeniu zmagań w Lille poznaliśmy gospodarza kolejnych trzech turniejów finałowych Siatkarskiej Ligi Narodów. Final Six 2019, 2020 oraz 2021 zostanie rozegrane w Stanach Zjednoczonych, gdzie podczas meczów fazy grupowej mogliśmy zaobserwować dobrą organizację, a z pewnością mającą potencjał, aby walczyć o miano jednej z najlepszych. Poza tym w Stanach Zjednoczonych żyje od wielu, wielu lat mnóstwo Polaków, w związku z czym pewne jest jedno – biało-czerwoni podczas meczów w Stanach Zjednoczonych będą czuli się jak u siebie. Bo nie zakładam możliwości, aby nasza drużyna narodowa nie zdołała uzyskać kwalifikacji do Final Six. Z pewnością nie będzie łatwo, bo już teraz przekonaliśmy się, że biało-czerwoni potrafią walczyć do końca, a to nowa drużyna, która cały czas się jeszcze formuje i uczy w pełni wykorzystywać swój potencjał. Bardzo mi się podoba, że FIVB popularyzuje siatkówkę w różnych zakątkach świata, bo im większa siatkarska rodzina, tym lepiej. Trzy najbliższe lata są już pewne, ale spokojnie, na pewno jeszcze nie raz decydujące mecze nie tylko Ligi Narodów zagoszczą w Polsce, bo jak powiedział prezydent Ary Graca po meczu otwarcia Mistrzostw Świata 2014: „W Polsce bije serce siatkówki”.

 

Zobacz, co pisaliśmy na temat organizacji Final Six w Stanach Zjednoczonych

 

Wracając jeszcze na moment do turnieju finałowego w Lille, dla biało-czerwonych była to ostatnia okazja do przekonania do siebie trenera Vitala Heynena. Selekcjoner jeszcze przed startem rozgrywek mówił, że potraktuje je jako poligon doświadczalny, w którym sprawdzi wszystkich graczy i każde możliwe zestawienie i słowa dotrzymał. W fazie grupowej na każdy turniej zmieniał zawodników w czternastce, a w czasie meczów rotował składem. To także pozwoliło na odpoczynek zawodnikom, którzy musieli złapać oddech po wymagających sezonach ligowych. Idąc cały czas taką prawidłowością, trener Heynen zabrał do Lille bardzo młody skład, pozostawiając w Polsce najbardziej doświadczonych zawodników. Zaraz po Final Six szkoleniowiec odkrył karty przed Mistrzostwami Świata we Włoszech i Bułgarii, powołując kadrę, która weźmie udział w zgrupowaniu w Zakopanem. W składzie znalazł się Bartosz Kurek, który w początkach sezonu prezentował dyspozycję pozostawiającą do życzenia. Odrodził się w środowym meczu z Rosjanami, czym moim zdaniem wywalczył sobie ostatecznie przychylność szkoleniowca. Atakujący w pierwszym pojedynku w Lille zdobył aż 22 punkty, co niestety nie wystarczyło do zwycięstwa. Mimo to udowodnił, że nie jest w zespole z przypadku i nieco zamknął usta malkontentom i nie ukrywam, ze i ja w tamtym momencie zwróciłam mu honor! Znalazł się zatem na ostatecznej liście szkoleniowca obok Dawida Konarskiego i Damiana Schulza. To kolejny fenomen szkoleniowca, czyli gra na trzech przyjmujących. Wynika z prostego faktu – Vital Heynen nie chce marnować potencjału, jaki mamy na tej pozycji (o tym pisaliśmy TUTAJ). W wyniku tego mamy również trzech środkowych, wśród których nie znalazł się Bartłomiej Lemański. Moim zdaniem środkowy Asseco Resovii Rzeszów był na tej pozycji najsłabszym ogniwem kadry w tym sezonie i już sama jego obecność w niej – zwłaszcza po kontuzji, która wykluczyła go z gry w połowie sezonu ligowego – była dla mnie zaskoczeniem. Z listy zostali także skreśleni Bartosz Bednorz i Maciej Muzaj, którzy w Lille nie zdołali wystarczająco przekonać do siebie szkoleniowca. Natomiast powrócili do niej Michał Kubiak, który obecnie jest topowym zawodnikiem zarówno w Polsce jak i na świecie, Piotr Nowakowski i Dawid Konarski powracający po przerwach, a także powracający po kontuzji Damian Wojtaszek. To jednak nie jedyne manewry selekcjonera. Do czternastu graczy na zgrupowanie przed mistrzostwami świata zaprosił Tomasza Fornala, którego zadaniem będzie pomoc drużynie w przygotowaniach i zbieranie doświadczenia, które będzie mógł wykorzystać w przyszłości. Wiecie dobrze, jak bardzo jestem za tym, żeby wykorzystywać młode talenty i ich potencjał, a praca z takim trenerem jak Vital Heynen na pewno w tym pomoże.

 

Zapoznaj się z piętnastoosobowym składem na zgrupowanie w Zakopanem

 

Transferowy kalejdoskop

 

Nikolay Penchev po dwóch latach podjął decyzje o rozstaniu się z ekipą PGE Skry Bełchatów. Z mistrzami Polski wywalczył srebrny i złoty medal mistrzostw Polski, a także w 2017 roku sięgnął z nimi po Superpuchar Polski. Bułgarski przyjmujący nie miał za dużo okazji do gry, jednak kiedy pojawia się na boisku, zmiany okazywały się wartościowe. Póki co nie wiadomo, jaki kierunek obierze były zawodnik bełchatowskiej drużyny.

 

Zobacz, co pisaliśmy na temat pożegnania się Nikolaya Pencheva z PGE Skra Bełchatów

 

Transferowymi nowinkami nie przestaje wprost zaskakiwać Stocznia Szczecin. W ciągu ostatniego tygodnia ekipa ze Szczecina pozyskała dwóch nowych, zagranicznych siatkarzy i z jednym graczem przedłużyła kontrakt. Na dłużej w zespole prowadzonym przez trenera Michała Gogola zdecydował się pozostać Janusz Gałązka, który w szczecińskim klubie jest zawodnikiem z najdłuższym stażem. Pierwszym zagranicznym transferem został Simon Van De Voorde. Dla środkowego nie jest to pierwszy kontakt z PlusLigą, gdyż Belg w sezonie 2013/2014 reprezentował barwy Jastrzębskiego Węgla. W poniedziałek natomiast podczas konferencji prasowej władze klubu ogłosiły prawdziwy hit. Do zespołu dołączył utytułowany bułgarski przyjmujący, Matey Kaziyski, który ma na swoim koncie bogate doświadczenie, zarówno w reprezentacji Bułgarii, jak i w największych europejskich klubach. W tej chwili o Stoczni Szczecin można powiedzieć dwa słowa, które pod ich adresem są kierowane, od momentu ogłoszenia transferu Bułgara, przez wszystkich: mają rozmach!

 

Zobacz, co pisaliśmy na temat przedłużenia przez zespół kontraktu z Januszem Gałązką oraz o pozyskaniu przez szczecinian Simona Van De Voorde i Mateya Kaziyskiego

 

Mocnym ciosem budowanie drużyny na kolejny sezon zakończył Cuprum Lubin. Lubinianie pozyskali kolejnego Japończyka do PlusLigi, który stanowi o sile reprezentacji Japonii. Od przyszłego sezonu barwy lubińskiego zespołu będzie reprezentował Masahiro Yanagida, który miniony sezon spędził w szeregach występującego w niemieckiej Bundeslidze Volleyball Bisons Bühl. Z Miedziowymi związał się rocznym kontraktem.

 

Zobacz, co pisaliśmy o pozyskaniu przez lubinian Masahiro Yanagidy

 

Zagranicznym transferem może pochwalić się Trefl Gdańsk. Od przyszłego sezonu zespół z Trójmiasta wzmocni Ruben Schott, który ostatni sezon spędził w barwach Revivre Milano. Ponadto niemiecki przyjmujący w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy wywalczył wraz z reprezentacją Niemiec wicemistrzostwo kontynentu. Z ekipą z Gdańska podpisał roczny kontrakt.

 

Zobacz, co pisaliśmy o pozyskaniu przez Gdańszczan Rubena Schotta

 

W zbrojeniu się nie przestaje drużyna ONICO Warszawa. W poniedziałek władze klubu podpisały roczny kontrakt z argentyńskim atakującym, Bruno Romanuttim. Dla Argentyńczyka to jednak nie jest pierwszy kontakt z polską siatkówką. W sezonie 2013/2014 reprezentował bowiem barwy ówczesnego Effectora Kielce.

 

Zobacz, co pisaliśmy na temat pozyskania przez warszawian Bruno Romanuttiego

 

Przeżyliśmy Ligę Narodów, choć chwilami emocje sięgały zenitu. A który mecz Final Six zapadnie na długo w pamięci? Jak dla mnie półfinał Francuzów z Amerykanami. Teraz nie pozostaje nic innego, jak czekać na docelową imprezę seniorską, ale już wkrótce mistrzostwa Europy U20, zatem siatkarskich doniesień nie zabraknie.

 

Do następnego 😉

BRAK KOMENTARZY