Matchball tygodnia: Biało-czerwony sen, czyli Polska znów jest mistrzem świata!

Matchball tygodnia: Biało-czerwony sen, czyli Polska znów jest mistrzem świata!

119
0
PODZIEL SIĘ

Pojechać na turniej z celem minimum, jakim jest awans do „szóstki”, ale przy okazji obronić mistrzostwo świata to wyczyn wielkich drużyn. Bo taka właśnie jest reprezentacja Polski! Tak jak cztery lata temu w katowickim Spodku, tak teraz w Turynie, Polacy pokonali Brazylijczyków i po raz kolejny zostali mistrzami globu! To nie był sen, to się wydarzyło!

 

Wielka drużyna

 

Reprezentacja Polski drugi raz z rzędu sięgnęła po złoty medal mistrzostw świata! Tytuł zostaje w Polsce, a Puchar po krótkiej wycieczce do Włoch, wraca do Polski. To, co Polacy zrobili w ten weekend, który, powiedzmy sobie szczerze rozpoczął się w czwartek, przeszło najśmielsze oczekiwania chyba większości kibiców i ekspertów. Biało-czerwoni nie jechali na turniej w roli faworyta, mieli swoje wzloty i upadki, ale ta drużyna rosła z każdym kolejnym meczem. Emocje cały czas nie opadają, a noc była nieprzespana, bo w końcu trudno pozbierać myśli, a potem wyłączyć umysł. Co rzuca mi się w oczy w pierwszej kolejności? DRUŻYNA. Inna drużyna niż cztery lata temu, ale ponownie jej siłą jest DRUŻYNA. Wszyscy, cała czternastka miała w tym sukcesie udział. Każdy dał temu zespołowi coś od siebie. Każdy się wzajemnie uzupełniał. Show trwało i na boisku, i w kwadracie, a w końcu łzy szczęścia. Nie ma nic bardziej autentycznego niż łzy szczęścia. To pokazuje jak bardzo tym chłopakom zależało, jak bardzo ten sukces był każdemu z nich potrzebny. Powiem szczerze, że po meczach z Argentyną i Francją zadrżałam, bałam się o ten zespół, ale wierzyłam, że mimo wszystko oni nie zostawią sprawy „rozgrzebanej”. To nie w ich stylu.

 

Kiedy nasi siatkarze przystępowali do walki w Turynie w czwartek byłam może nie tyle niespokojna, co nastawiałam się na minimum czterosetowy bój z Serbami, którzy dzień wcześniej wręcz zmietli reprezentację Włoch. Ale kiedy biało-czerwoni wygrali dwa pierwsze trudne sety, wiedziałam, że oni nikomu nie przepuszczą. Spekulacje na temat „podkładania” pominę, bo z reguły takich bzdur nawet nie wspominam. Polacy ustawili się w rewelacyjnej sytuacji i nagle bum! Wyeliminowali Włochów! chociaż tak szczerze? Włosi sami się wyeliminowali. W sobotę zaś Polacy zmierzyli się z Amerykanami, którzy byli typowani do walki w finale. Nie bałam się tego meczu z perspektywy kibica reprezentacji Polski, bo nim przede wszystkim byłam, jestem i będę. Nie bałam się, bo wiedziałam, że jeśli siatkarze zaszli tak daleko, nie cofną ręki i co? Przepiękny mecz i zwycięstwo! Finał z Brazylią, powtórka z Katowic, byłam jakoś tak… dziwnie spokojna. Ani jedni, ani drudzy nie byli stawiani w roli faworytów, a że Brazylia pokonała Stany Zjednoczone… ich mecz, nie oszukujmy się, był starciem „towarzyskim”. Oczywiście nie mówię, że nie pokonaliby Amerykanów w takim meczu o wysoką stawkę, bo tego nie wiem. Dla mnie ważne było to, że biało-czerwoni zwyciężyli w półfinale, gdzie Amerykanie zagrali na 100%, i awansowali do finału. A już po pierwszym secie finału po prostu sobie oglądałam mecz. Zaś po ostatniej piłce przyklasnęłam.

 

Przypomnij sobie przebieg meczu o złoty medal

 

„Odkręcony Kurek”

 

Nie mogłabym spać spokojnie (choć po nieprzespanej nocy, a potem praktycznie całym dniu na uczelni zasnąć nie będzie trudno) gdyby po raz kolejny nie zwróciła honoru. Chociaż zrobiłam to już podczas turnieju w Lille. Tak, chodzi o Bartosza Kurka, który przeszedł naprawdę długą i wyboistą drogę, ale powrócił! Powrócił i znowu możemy obserwować Bartosza Kurka, którego pamiętamy z najlepszych lat. Nie boję się powiedzieć, że atakujący reprezentacji Polski rozegrał turniej życia, a z meczu na mecz w tych  najważniejszych momentach (nie oszukujmy się, wszystkie takie były) był liderem i ostoją zespołu. Aż nie mogę się doczekać jego występów w sezonie ligowym, bo jeśli ta forma się utrzyma, to naprawdę liga będzie miała jeszcze wyższy poziom. Zdecydowanie zasłużona nagroda MVP turnieju. Ale wśród najlepszych graczy turnieju znalazło się aż czterech Polaków: Michał Kubiak, człowiek, który już teraz jest legendą i prawdziwym kapitanem; Piotr Nowakowski, genialny w najważniejszych momentach; i co chyba najbardziej mnie cieszy, Paweł Zatorski. Do tej pory zawsze wyprzedzany przez Jenię Grebennikova, ale teraz bezapelacyjnie to on jest najlepszym libero na świecie.

 

Zobacz, kto jeszcze został nagrodzony

 

Wstyd dal organizatorów

 

Pozostając jeszcze przy samej ceremonii dekoracji… Wielki minus ode mnie! Powtórka z Lille. Nagrody nie były rozdawane na środku tylko siatkarze musieli wspinać się po schodach,, aby odebrać medale. Może to i w hali wyglądało fajnie, ale… do mnie, i chyba nie tylko do mnie, to nie przemówiło, sorry. Idąc dalej, brak podium i to, co najbardziej zbulwersowało i jestem pewna, że nie tylko mnie: DLACZEGO NIE BYŁO HYMNU DLA ZWYCIĘZCY?! Tego się niestety nie dowiemy. Ja osobiście odebrałam to jako, powiem wprost, BRAK SZACUNKU i demonstracja… nawet nie wiem czego… Sporo jeszcze inne kraje muszą się uczyć od Polaków i polskiej organizacji.

 

W meczu o trzecie miejsce tych emocji także nie było zbyt wiele, gdyż Amerykanie po czterech setach pokonali Serbów, o czym przeczytasz TUTAJ. Tematem numer jeden w całym moim tekście jest są Polacy, bo to oni są teraz najważniejsi. Oni przechodzą do historii. Oni zrobili coś wielkiego: Michał Kubiak, Bartosz Kurek, Piotr Nowakowski, Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz, Dawid Konarski, Damian Schulz, Artur Szalpuk, Aleksander Śliwka, Bartosz Kwolek, Jakub Kochanowski, Mateusz Bieniek, Paweł Zatorski, Damian Wojtaszek i oczywiście on – trener mistrzów świata, Vital Heynen. Może właśnie to był ten „chytry plan Heynena”, aby każdy chciał trafiać na Polaków, żeby wydawało się „łatwiej”? Wielkie pokłony też dla całego sztabu, bez którego to wszystko byłoby mega trudno osiągnąć. To był biało-czerwony wieczór, biało-czerwony weekend i biało-czerwony turniej!

 

Niniejszym sezon reprezentacyjny dobiegł końca. Polacy po raz kolejny mistrzami świata. Wielkie gratulacje dla tych siatkarzy, którzy wytrzymali wszystko, co się działo w czasie turnieju. Panowie, jesteście wielcy! A teraz chwila oddechu, dalsza radość, odpoczynek dla bohaterów i czekamy na emocje ligowe.

 

Do następnego 😉

BRAK KOMENTARZY