LE: Podsumowanie VI weekendu

LE: Podsumowanie VI weekendu

669
0
PODZIEL SIĘ

Ostatni weekend zmagań w Lidze Europejskiej nie był już tak emocjonujący jak pozostałe, gdyż najlepsze zespoły, które zagrają w turnieju finałowym w Wałbrzychu, były znane już wcześniej. Mimo tego interesujących pojedynków nie brakowało, gdyż wszystkie reprezentacje próbowały pokazać się z jak najlepszej strony.

 

W Estonii bez niespodzianek

 

Podopieczni Gheorghe Cretu od początku rozgrywek radzili sobie bardzo dobrze i fazę grupową zakończyli na pierwszym miejscu. Ich przeciwnikami byli siatkarze z Izraela, którzy na swoim koncie zdołali zapisać tylko jedno zwycięstwo. Gospodarze dość słabo rozpoczęli inauguracyjną partię (6:8), szybko jednak powrócili do gry, którą prezentowali w minionych tygodniach i pokonali gości (25:21). Jeszcze lepiej zaprezentowali się w drugiej odsłonie tego spotkania, którą zakończyli w dwadzieścia trzy minuty (25:17). Zawodnicy z Izraela próbowali stawiać opór w trzeciej partii (13:16), mimo dobrej gry Alexandra Shafranovicha, goście nie zdołali zatrzymać rozpędzonych Estończyków, którzy zakończyli ten pojedynek (25:21)

 

Estonia – Izrael 3:0 (25:21, 25:17, 25:21)

 

Składy zespołów:

 

Estonia: Keith Pupart, Ardo Kreek, Kert Toobal, Robert Taht, Oliver Venno, Andri Ahanits, Rait Rikberg (L) oraz Martti Juhkami, Renee Teppan

 

Izrael: Ariel Katzenelson, Viacheslav Batchkala, Amir Vinarsky, Guy Ben Gal, Alexander Shafranovich, Genadi Sokolov Omri Shwartz-Shmoel (L) oraz Ziv Gutman, Ziv Bar Netzer

 

Drugi pojedynek rozpoczął się podobnie do pierwszego, także tym razem gospodarze mieli na początku drobne problemy (6:8), ale tym razem nie zdołali odwrócić losów seta. Podopieczni Avitala Selingera grali coraz lepiej, a najjaśniejszym punktem drużyny ponownie był Alexander Shafranovich. Zawodnicy z Izraela powiększali swoją przewagę i odnieśli wyraźne zwycięstwo w pierwszej partii (25:21). Estończycy zdołali się zmotywować i w drugim secie odmienili losy tego spotkania. Druga partia była zacięta, jednak to gospodarze w nerwowej końcówce zachowali więcej zimnej krwi (28:26). W trzeciej odsłonie tego pojedynku, Estończycy nie pozostawili przeciwnikom żadnych złudzeń. Już na początku wypracowali sobie bezpieczną przewagę (8:4), którą z czasem powiększali i zachowali aż do ostatniej akcji (25:16). Podopieczni Gheorghe Cretu zaskakująco słabo rozpoczęli czwartego seta (1:8), jednak gracze z Izraela nie wykorzystali szansy na doprowadzenie do tie-breaka. Zaczęli popełniać wiele błędów, co znacznie ułatwiło reprezentantom Estonii odrobienie strat i zakończenie spotkania (25:22).

 

Estonia – Izrael 3:1 (21:25, 28:26, 25:16, 25:22)

 

Składy zespołów:

 

Estonia: Henri Treial, Ardo Kreek, Kert Toobal, Martti Juhkami, Renee Teppan, Robert Taht, Rait Rikberg (L) oraz Oliver Venno, Andres Toobal, Rauno Tamme, Genadi Sokolov

 

Izrael: Alexander Osokin, Ziv Bar Netzer, Amir Vinarsky, Guy Ben Gal, Alexander Shafranovich, Genadi Sokolov, Omri Shwartz-Shmoel (L) oraz Ariel Katzenelson, Viacheslav Batchkala, Ziv Gutman, Keinan Kopech

 

 

Duńczycy lepsi po zaciętej walce

 

Pierwszy pojedynek pomiędzy Danią a Austrią był jednym z najbardziej emocjonujących spotkań tego weekendu. Chociaż obie drużyny nie miały już szans na grę w Final Four, do spotkania przystąpiły zmotywowane. Pierwszą partię lepiej rozpoczęli Austriacy, którzy na pierwszej przerwie technicznej prowadzili dwoma „oczkami” (8:6). Co prawda ich przewaga była niewielka, jednak zdołali utrzymać ją do końca (25:23). Bardzo podobny przebieg miała druga odsłona tego spotkania. Również tym razem podopieczni Michaela Warma wyszli na niewielkie prowadzenie (16:14) i kontrolowali przebieg seta aż do końca (25:22). Duńczycy znajdowali się w trudnej sytuacji, ale potrafili wybrnąć z kłopotów. Początek trzeciej partii nie był w ich wykonaniu najlepszy (7:8), jednak między innymi, dzięki świetnie grającemu Peterowi Bonnensenowi, zaczęli zdobywać punkty seriami, co szybko przyniosło im spore korzyści (21:15) i pozwoliło odnieść zwycięstwo (25:19). Dobra dyspozycja gospodarzy przeniosła się także na czwartą odsłonę tego spotkania. Tym razem ich przewaga była widoczna od pierwszych akcji (8:7) i chociaż przebieg tej partii momentami był zacięty, to gracze Mikaela Trolle byli w niej lepsi (25:23). Tie-break również nie był jednostronny, ale po raz kolejny to Duńczycy w najważniejszych momentach wypadali lepiej, dzięki czemu dopisali do swojego konta kolejne zwycięstwo (16:14).

 

Dania – Austria 3:2 (23:25, 22:25, 25:19, 25:23, 16:14)

 

Składy zespołów:

 

Dania: Simon Bitsch, Aske Sorensen, Axel Jacobsen, Mads Mollgaard, Peter Bonnesen, Rune Huss, Ali Ibrahim Alievski (L) oraz Kristian Knudsen

 

Austria: Peter Wohlfahrtstatter, Anton Menner, Lorenz Koraimann, Alexander Berger, Maximilian Thaller, Paul Buchegger, Philipp Kroiss (L) oraz Thomas Trothann, Alexander Tusch, Florian Ringseis, Nicolai Grabmuller

 

Drugie spotkanie także obfitowało w emocje. Zdecydowanie lepiej rozpoczęli je Duńczycy, którzy już na początku pojedynku wypracowali sobie sporą przewagę (16:10), dzięki czemu bez problemów zakończyli pierwszą partię (25:17). W drugim secie sytuacja wyglądała inaczej. Tym razem to Austriacy byli skuteczniejsi (13:16) i nie pozwolili rywalom na ponowne przejęcie inicjatywy (25:23). Podopieczni Michaela Warma jeszcze lepiej zagrali w trzeciej odsłonie tego spotkania. Szybko wyszli na kilkupunktowe prowadzenie (16:11), co spowodowało, że mogli spokojnie rozgrywać swoje akcje i wykorzystać piłkę setową (25:19). Duńczycy nie chcieli się jednak łatwo poddawać i do czwartej partii przystąpili bardzo zmotywowani. Od początku tego seta ich gra wyglądała lepiejj (8:6) i dnie pozwolili rywalom na odrobienie strat (25:21). W tie-breaku skuteczniejsi byli podopieczni Mikaela Trolle, dzięki czemu Duńczycy po raz drugi odnieśli zwycięstwo w piątym secie (15:12)

 

Dania – Austria 3:2 (25:17, 23:25, 19:25, 25:21, 15:12)

 

Składy zespołów:

 

Dania: Simon Bitsch, Aske Sorensen, Axel Jacobsen, Mads Mollgaard, Peter Bonnensen, Rune Huss, Ali Ibrahim Alievski (L) oraz Kristian Knudsen

 

Austria: Peter Wohlfahrtstatter, Thomas Trothann, Lorenz Koraimann, Alexander Berger, Maximilian Thaller, Paul Buchegger, Florian Ringseis (L) oraz Philipp Kroiss, David Michel

 

 

Polacy nie dali rady Macedonii

 

Jednym z ciekawszych pojedynków tego weekendu bez wątpienia były starcia pomiędzy Polską a Macedonią. W pierwszym, bardzo zaciętym meczu zwycięstwo w tie-breaku odnieśli goście.

 

Przypomnij sobie, jak wyglądało pierwsze starcie Polaków

 

Drugi pojedynek dla podopiecznych Andrzeja Kowala również nie był udany. Tym razem Polacy zdołali wywalczyć tylko jednego seta.

 

Zobacz, jak przebiegał drugi mecz biało-czerwonych

 

 

Bitwa w dole tabeli

 

Chorwacja i Rumunia to dwie najsłabsze drużyny grupy B. W ten weekend walczyły o to, aby nie zakończyć rozgrywek na ostatnim miejscu w tabeli. Spotkanie lepiej rozpoczęli Chorwaci, którzy od początku pierwszej partii byli skuteczniejsi (8:6) i wygrali ją z widoczną przewagą (25:18). W drugim secie Rumuni stawiali opór, ale także tym razem nie byli w stanie zatrzymać przeciwników. Chociaż z pierwszych akcji to oni częściej wychodzili zwycięsko, to w najważniejszych momentach popełniali zbyt dużo błędów, stracili prowadzenie i po raz kolejny musieli uznać wyższość przeciwników (20:25). Trzecia odsłona tego spotkania od początku układała się po myśli gospodarzy (16:13), jednak w pewnym momencie w szeregi podopiecznych Igora Simuncica wkradło się rozprężenie. Rumuni wykorzystali słabszy fragment gry w wykonaniu przeciwników i wygrali tę partię (25:20). Zawodnicy drużyny przyjezdnej bardzo dobrze rozpoczęli czwartą odsłonę tego spotkania (8:6). Ta partia była najlepszą w ich wykonaniu, gdyż przez cały czas kontrolowali sytuację i bez problemów odnieśli zwycięstwo (25:21). Dużo emocji dostarczył kibicom tie-break. Na początku wynik był wyrównany (4:5), ale z czasem na wyraźne prowadzenie wyszli Rumuni (7:10). Kiedy wydawało się, że sytuacja jest już przesądzona, Chorwaci zapunktowali serią. Ostatecznie, po zaciętej końcówce, zwycięsko z tego starcia wyszli podopieczni Igora Simuncica (19:17).

 

Chorwacja – Rumunia 3:2 (25:18, 25:20, 20:25, 21:25, 19:17)

 

Składy zespołów:

 

Chorwacja: Tsimafei Zhukouski, Danijel Galic, Marko Sedlacek, Ivan Cosic, Leo Andric, Ivan Mihalj, Sven Sarcevic (L) oraz Fran Peterlin, Hrvoje Zelenika, Filip Sestan

 

Rumunia: Razvan Olteanu, Gabriel Cherbeleata, Florin Ene, Iulian Bala, Andrei Georgescu, Andrei Laza, Vlad Kantor (L) oraz Marius-Lucian Dascalu, Mihai Maries, Laurentiu Lica

 

Drugi pojedynek w niczym nie przypominał pierwszego spotkania. Najciekawszy był pierwszy set, który świetnie rozpoczęli gospodarze (8:3). Podopieczni Igora Simuncica mieli jednak spore problemy z utrzymaniem tej przewagi i w decydującym momencie tej partii sytuacja zrobiła się nerwowa. Mimo trudności, Chorwaci zdołali odnieść zwycięstwo (25:23). Siatkarze z Chorwacji w drugim secie nie popełnili tego samego błędu. Tym razem zachowali maksymalną koncentrację, co pomogło im wyjść na wyraźne prowadzenie (16:8) i doprowadzić partię do końca (25:17). Gospodarze jeszcze lepiej poradzili sobie w trzeciej odsłonie tego spotkania. Nie dali Rumunom najmniejszych szans na przedłużenie tego pojedynku, odnosząc wyraźne zwycięstwo (25:14).

 

Chorwacja – Rumunia 3:0 (25:23, 25:17, 25:14)

 

Składy zespołów:

 

Chorwacja: Marko Sedlacek, Ivan Cosic, Fran Peterlin, Leo Andric, Mario Mocic, Ivan Mihalj, Sven Sarcevic (L) oraz Petar Dirlic, Hrvoje Zelenika

 

Rumunia: Nicolae Ghionea, Marius-Lucian Dascalu, Gabriel Cherbeleata, Bogdan Ene, Marian Bala, Andrei Laza, Vlad Kantor (L) oraz Razvan Olteanu, Mihai Maries, Laurentiu Lica, Andrei Georgescu

 

 

Wyrównana walka na Białorusi

 

Reprezentanci Turcji lepiej rozpoczęli pierwszego seta (8:5), ale ich prowadzenie nie trwało długo, gdyż po chwili to gospodarze przejęli inicjatywę (16:15), wypracowali sobie kilka „oczek” przewagi i zakończyli inauguracyjną partię (25:20). Podopieczni Emanuele Zaniniego wyciągnęli wnioski z pierwszego seta i w drugim zachowali czujność. Tym razem również rozpoczęli od prowadzenia (8:5), ale nie dali przeciwnikom szansy na zniwelowanie strat (16:14), w wyniku czego to Turcy wygrali drugą partię (25:23). Trzeci set był dominacją gospodarzy. Zawodnicy Victora Sidelnikova rozpoczęli od wysokiego prowadzenia (8:4), które z biegiem czasu powiększali (21:10) i z łatwością wykorzystali piłkę setową (25:14). Zawodnicy drużyny przyjezdnej nie zamierzali się jednak poddawać. W czwartej odsłonie tego spotkania sytuacja odwróciła się, tym razem to gracze z Turcji byli zdecydowanie lepsi (16:7) i bez najmniejszych problemów doprowadzili do tie-breaka (25:13). W decydującej partii zacięta walka miała miejsce tylko na początku (4:5). Po kilku akcjach na prowadzenie wyszli goście (10:6), którzy rozstrzygnęli to spotkanie na swoją korzyść (15:9).

 

Białoruś – Turcja 2:3 (25:20, 23:25, 25:14, 13:25, 9:15)

 

Składy zespołów:

 

Białoruś: Viachaslau Charapovich, Siarhei Busel. Aleh Akhrem, Dzmitry Vash, Maksim Marozau, Radzivon Miskevich, Maksim Budziukhin (L) oraz Andrei Radziuk, Pavel Audochanka, Stanislau Zabarouski, Artsiom Haramykin, Vadzim Pranko

 

Turcja: Gokhan Gokgoz, Yasin Aydin, Metin Toy, Murat Yenipazar, Ugur Gunes, Mustafa Koc, Salih Ozdemir (L) oraz Vahit Emre Savas, Izzet Unver, Ufuk Minici, Caner Dengin(L)

 

Drugie spotkanie lepiej rozpoczęli Białorusini (8:4). Pierwszy set układał się po ich myśli do samego końca, dzięki czemu w inauguracyjnej partii odnieśli łatwe zwycięstwo (25:22). W następnym secie nie było już tak łatwo. Tym razem to reprezentanci Turcji niemal przez cały czas byli o kilka „oczek” lepsi i nie pozwolili przeciwnikom na zmniejszenie tego dystansu punktowego (25:22). Po słabszym występie w drugiej odsłonie tego spotkania, gospodarze zdołali się pozbierać i powtórzyli swój wyczyn z pierwszego seta. Także tym razem od pierwszego gwizdka dominowali (8:4) i potrafili utrzymać wysoką skuteczność (25:19). Bardzo podobnie wyglądał również przebieg czwartej partii. Dopiero w decydujących akcjach podopieczni Victora Sidelnikova mieli drobne kłopoty, jednak udało im się wyjść z nich obronną ręką (26:24).

 

Białoruś – Turcja 3:1 (25:22, 22:25, 25:19, 26:24)

 

Składy zespołów:

 

Białoruś: Andrei Radziuk, Viachaslau Charapovich, Siarhei Busel, Dzmitry Vash, Maksim Marozau, Radzivon Miskevich, Maksim Budziukhin (L) oraz Pavel Audochanka, Aleh Akhrem, Stanislau Zabarouski, Artsiom Haramykin

 

Turcja: Vahit Savas, Gokhan Gokgoz, Yasin Aydin, Metin Toy, Murat Yenipazar, Ugur Gunes, Salih Ozdemir (L) oraz Izzet Unver, Ufuk Minici, Mustafa Koc

 

 

Dwa zwycięstwa dla Słowenii

 

Słowenia i Grecja to dwa najlepsze zespoły w grupie B. Weekendowe pojedynki zadecydowały o tym, która drużyna zakończyła fazę grupową na pierwszym miejscu. Sobotnie spotkanie o wiele lepiej rozpoczęli Grecy (8:5), którzy wypracowali sobie bezpieczną przewagę (16:7) i zachowali ją do końca (25:13). Drużyna przyjezdna niewiele miała do pokazania także w drugim secie. Tym razem Słoweńcy grali nierówno. Chociaż wyszli na wyraźne prowadzenie (21:15), to w pewnym momencie zaczęli popełniać mnóstwo błędów i niemal nie przypłacili tego przegraną w drugiej partii. W decydującym momencie zdołali jednak zdobyć ważny punkt (26:24). Trzeci set był dominacją Greków, którzy od samego początku mieli sytuację pod kontrolą (8:5) i nie nawet na moment nie oddali rywalom inicjatywy (25:18). W czwartej odsłonie tego spotkania gospodarze powrócili do swojej gry z dwóch pierwszych setów. Początkowo mieli problem z zatrzymaniem przeciwników (13:16), ale w najważniejszych akcjach to oni byli lepsi, dzięki czemu odnieśli zwycięstwo (25:23).

 

Słowenia – Grecja 3:1 (25:13, 26:24, 18:25, 25:23)

 

Składy zespołów:

 

Słowenia: Alen Pajenk, Mitja Gasparini, Dejan Vincic, Tine Urnaut, Klemen Cebulj, Uros Pavlovic, Jani Kovacic (L) oraz Alen Sket, Jan Kozamernik

 

Grecja: Apostolos Armenakis, Georgios Petreas, Dmytro Filippov, Ioannis Takouridis, Rafail Koumentakis, Andreas-Dimitros Fragkos, Dimitros Gkaras (L) oraz Athanasios Maroulis, Menelaos Kokkinakis, Georgios Tzioumakas, Anestis Dalakouras, Nikolaos Palentzas

 

Pierwszy set drugiego spotkania był dość wyrównany (8:7), jednak to gospodarze przez większość czasu byli nieznacznie lepsi (21:20), co przyniosło im zwycięstwo (25:23). W drugiej odsłonie tego pojedynku reprezentanci Słowenii poczuli się jeszcze pewniej, dzięki czemu ich przewaga na boisku była wyraźniejsza. Podopieczni Andrei Giani najskuteczniej grali w końcowej fazie tego seta (21:17) i po raz kolejny byli lepsi od przeciwników (25:20). W trzeciej odsłonie tego spotkania powtórzyła się sytuacja z poprzedniego dnia, kiedy to zawodnicy prowadzeni przez Sotiriosa Drikosa objęli prowadzenie już na samym początku partii (8:6) i nie oddali jej do samego końca (25:23). Grecy bardzo dobrze rozpoczęli też czwartego seta (8:2), ale tym razem nie zdołali utrzymać przewagi. Słoweńcy konsekwentnie odrabiali straty (16:15), a w ostatnich akcjach to oni zagrali lepiej (26:24).

 

Słowenia – Grecja 3:1 (25:23, 25:20, 23:25, 26:24)

 

Składy zespołów:

 

Słowenia: Alen Pajenk, Alen Sket, Mitja Gasparini, Dejan Vincic, Jan Kozamernik, Tine Urnaut, Jani Kovacic (L) oraz Klemen Hribar, Jan Pokersnik, Gregor Ropret

 

Grecja: Georgios Petreas, Dmytro Filippov, Menelaos Kokkinakis, Georgios Tzioumakas, Ioannis Takouridis, Rafail Koumentakis, Dimitros Gkaras (L) oraz Apostolos Armenakis, Andreas-Dimitrios Fragkos, Nikolaos Palentzas

 

Poniżej prezentujemy komplet wyników szóstego weekendu Ligi Europejskiej:

 

 

Grupa A:

 

Estonia – Izrael 3:0 (25:21, 25:17, 25:21)

Estonia – Izrael 3:1 (21:25, 28:26, 25:16, 25:22)

Dania – Austria 3:2 (23:25, 22:25, 25:19, 25:23, 16:14)

Dania – Austria 3:2 (25:17, 23:25, 19:25, 25:21, 15:12)

Polska – Macedonia 2:3 (24:26, 25:22, 26:24, 20:25, 12:15)

Polska – Macedonia 1:3 (25:15, 23:25, 19:25, 22:25)

 

Grupa B:

 

Chorwacja – Rumunia 3:2 (25:18, 25:20, 20:25, 21:25, 19:17)

Chorwacja – Rumunia 3:0 (25:23, 25:17, 25:14)

Białoruś – Turcja 2:3 (25:20, 23:25, 25:14, 13:25, 9:15)

Białoruś – Turcja 3:1 (25:22, 22:25, 25:19, 26:24)

Słowenia – Grecja 3:1 (25:13, 26:24, 18:25, 25:23)

Słowenia – Grecja 3:1 (25:23, 25:20, 23:25, 26:24)

 

 

 

Źródło: www.cev.lu/ opracowanie własne

BRAK KOMENTARZY