Kamil Semeniuk: „Miło jest zobaczyć, że jesteśmy niepokonani”

Kamil Semeniuk: „Miło jest zobaczyć, że jesteśmy niepokonani”

11
0
PODZIEL SIĘ

W zaległym meczu 11. kolejki Grupa Azoty ZAKSA pokonała zespół z Zawiercia, kończąc tym samym intensywny czas plusligowych spotkań. Teraz podopieczni Nikoli Grbicia będą mieć tygodniową przerwę, którą poświecą na przygotowania do Ligi Mistrzów. „Myślę, że celem jest wygrać wszystkie spotkania, najlepiej za trzy punkty” – mówił Kamil Semeniuk.

Czas Siatkówki: Za wami intensywny czas meczowy. Z jakim nastawieniem, znając potencjał zawiercian, podchodziliście do tego meczu?

Kamil Semeniuk: Myślę, że przyjeżdżaliśmy tutaj z takim samym nastawieniem jak do każdego innego meczu, przyjeżdżamy po kolejne trzy punkty. Tak jak Pani wspomniała, teraz mamy natłok spotkań, graliśmy prawie co trzy dni. Teraz po meczu z Zawierciem mamy półtorej dnia wolnego, będzie czas żeby odpocząć i znów nabrać głodu do gry, ale później na nowo wracamy na rollercoaster. Przed nami turniej Ligi Mistrzów w Bełchatowie, a później znów granie co trzy dni. Jesteśmy zadowoleni, że ten pierwszy okres w tym roku, czyli cztery mecze w dwanaście dni kończymy z kompletem punktów.

Mimo, że zawodnicy Aluron CMC starali się postawić trudne warunki, to wy odnosicie kolejne, dziewiętnaste zwycięstwo, i wciąż jesteście jedynym niepokonanym zespołem.

My już praktycznie na to nie patrzymy, wiadomo, miło jest zobaczyć, że jesteśmy niepokonani, a w tabelce przy porażkach mamy zero. Natomiast teraz już do każdego spotkania podchodzimy z nastawieniem, że chcemy go wygrać, bez znaczenia za ile punktów. Natomiast natłok spotkań jest tak duży, że każda wygrana się liczy.

Dzisiaj głównym atutem była gra blokiem, co przekładało się albo na bezpośrednie punkty albo pozwalało wam wyprowadzić skuteczny kontratak?

Myślę, że to dzisiaj dobrze funkcjonowało. Same założenia taktyczne jakie mieliśmy na drużynę z Zawiercia zadziałały, co można zobaczyć w rezultatach niektórych setów, gdzie nasza przewaga  była dość znaczna. Szkoda tylko tego jednego przegranego seta, bo tam mieliśmy w górze piłkę na wyrównanie. Powinniśmy być jednak zadowoleni, że w następnej odsłonie wyszliśmy bardziej zmotywowani i wygraliśmy go pewnie, podobnie jak tego czwartego seta. Ostatecznie dopisujemy trzy punkty, więc jesteśmy bardzo zadowoleni. Teraz wracamy do Kędzierzyna, odpoczywamy i wracamy do pracy.

Za tydzień czekają was kolejne mecze Ligi Mistrzów, co jest celem na ten turniej?

Myślę, że celem jest wygrać wszystkie spotkania, najlepiej za trzy punkty, ale zobaczymy jak to będzie. To jednak jest trzydniowy turniej, dzień po dniu, więc dla organizmu może być to bodziec zmęczeniowy, także siły każdego z zawodników naszego zespołu będą bardzo potrzebne, żeby to wszystko mądrze poprowadzić.

Mecz z Radomiem został przełożony, więc macie trochę czasu na spokojny trening, ale też turniej organizowany jest w Polsce, to może przełożyć się na wyniki?

Zdecydowanie tak, będziemy mieć moment na to żeby potrenować trochę ciężej czy to na siłowni czy w treningach w hali. To, że sam turniej organizowany jest w Polsce tym lepiej dla nas. Nie ma długich podróży, też nasze organizmy nie będą cierpieć po podróżach samolotami, więc my jesteśmy zadowoleni, że najpierw turniej był u nas, a teraz jedziemy do Bełchatowa.

Grał Pan w zespole z Zawiercia, a także po przeciwnej stronie siatki przy pełnych trybunach, teraz przy pustych trybunach gra się inaczej?

Do atmosfery jaka tu panowała szybko można się przyzwyczaić, ale teraz trzeba wygrywać siatkarsko, bo kibice nie pomagają tak jak przy pełnych trybunach, gdzie w tej hali faktycznie można o nich powiedzieć, że są siódmym zawodnikiem i czasem mogą sporo namieszać.

Na początku sezonu wielu zawodników podkreślało, że brak kibiców odbiera trochę tym meczom, przywykliście już do tego?

Gramy już sporo czasu bez kibiców na trybunach i sami siebie musimy nakręcać, co trochę przypomina czasy juniorskie czy kadeckie, gdzie nie było wielu osób na trybunach tylko sami z siebie dopingowaliśmy z kwadratu. Owszem jest to coś innego,  ale da się do tego przyzwyczaić. Można też powiedzieć, że teraz nie ma już atutu własnego boiska, tylko zawsze trzeba grać swoją siatkówkę.

Z Kamilem Semeniukiem rozmawiała Natalia Gajda

BRAK KOMENTARZY