Jan Nowakowski: „Miałem tutaj styczność z bardzo wysokim poziomem treningowym”

Jan Nowakowski: „Miałem tutaj styczność z bardzo wysokim poziomem treningowym”

34
0
PODZIEL SIĘ

Po zdobyciu srebrnego medalu ONICO Warszawa stawia przed sobą kolejne cele, a w szeregach zespołu dochodzi do zmian kadrowych. Ostatni sezon w barwach warszawskiej drużyny rozegrał Jan Nowakowski, który do klubu dołączył przed dwoma laty. „Mam same dobre wspomnienia” – mówił w rozmowie z Czasem Siatkówki.

 

Czas Siatkówki: Kiedy rozmawialiśmy przed pana pierwszym sezonem w ONICO Warszawa, celem był medal. Został nieco odłożony w czasie, ale chyba teraz po takich sezonach smakuje jeszcze lepiej.

 

Jan Nowakowski: W zeszłym roku medal też był na wyciągnięcie ręki, tylko właściwie przydarzyło się nam to samo, co w tym sezonie, czyli kontuzje kluczowych zawodników. W tym sezonie udało się dociągnąć do tego medalu i powiem, że tak, smakuje bardzo dobrze.

 

 

Jest lekki niedosyt i świadomość, że to złoto było tak blisko?

 

To złoto było o dwa centymetry postawienia stopy obok i podejrzewam, że półtora milimetra z krążka kręgosłupa, także rzeczywiście bardzo blisko. Ale wiele skandali, które się wydarzyły, tak samo w trakcie pierwszego spotkania finałowego, pozostawia ogromny niedosyt. Można powiedzieć, że wygraliśmy pierwszy mecz, bo nie ma takiego błędu w siatkówce, jak podwójne odbicie przy przyjęciu, dlatego na ten moment sytuacja finałowa jest 2:1. Mimo, że mamy srebrny medal, to my wygraliśmy jedno spotkanie. Taki niedosyt myślę, że dla samej siatkówki w Warszawie, jest całkiem zdrowy, ponieważ każdy będzie chciał zdobyć to złoto w przyszłym sezonie, mimo że mnie już tutaj nie będzie, ale dla siatkówki warszawskiej jest to bardzo zdrowe.

 

 

Wiele w tym sezonie się wydarzyło zarówno pozytywnego, jak i niekoniecznie. Co pozostanie w pana pamięci?

 

Na pewno najbardziej w pamięci pozostanie medal oraz to, że przypomniałem o sobie w półfinale, że jeszcze potrafię grać w siatkówkę. Kiedy Bartek Kurek złapał kontuzję, musieliśmy zagrać z obcokrajowcem na ataku, z Sharonem (Vernon-Evans – przyp.red.). Wtedy limit obcokrajowców spowodował, że Graham Vigrass musiał zejść z boiska i ja grałem. Myślę, że pokazałem, że potrafię jednak grać w siatkówkę. To na pewno też zostanie w mojej pamięci, że byłem rzeczywiście częścią awansu do finału. Poza tym mam same dobre wspomnienia, zwłaszcza z tego sezonu. Teraz na pewno nie ma czasu na wymienianie ich wszystkich, dlatego zostawię je sobie we własnej pamięci.

 

 

Jeszcze wracając do samej rywalizacji finałowej, nie mówię o pierwszym meczu, bo myślę, że na ten temat zostało już wszystko powiedziane, ale chodzi mi o ten drugi i trzeci pojedynek. W jednym i w drugim mieliście dość spore przewagi w konkretnym secie, ale gdzieś to uciekło. Jakieś rozprężenie czy może przez debiut w finale nie byliście gotowi na zwycięstwo?

 

Na pewno w takim momencie można bardzo fajnie gdybać. Gdybyśmy mieli większe doświadczenie, gdybyśmy dociągnęli to prowadzenie, gdyby tak było, to byśmy mieli złoto. Możemy się zastanawiać czy to było doświadczenie, czy nie. Może tak. Ja raczej stawiam na to, że ZAKSA nie jest przyzwyczajona do przegrywania, nie powiedziałem, że my jesteśmy, bo to był nasz pierwszy raz w finale. Oni wiedzieli, że muszą wygrać i robili wszystko, co w ich mocy, że mimo kilkupunktowej, ośmiopunktowej straty, doprowadzali w jakiś sposób do tego, że wygrywali to spotkanie. Także na pewno cała ta zasługa jest po ich stronie, a nie po naszej, że zrobiliśmy coś złego.

 

 

Za panem dwa sezony w Warszawie. Czego one pana nauczyły? Czy można je w ogóle porównać?

 

Myślę, że miałem tutaj styczność z bardzo wysokim poziomem treningowym, zwłaszcza jeśli możemy zacząć od takich aspektów technicznych. Minusem było to, że nie mieliśmy własnej hali na co dzień, gdzie bardzo fajnie nauczyło by nas to zawsze grać na równym poziomie, nie było to tak dokładnie. Oczywiście mieliśmy atut własnej hali, własnych kibiców, co było niesamowite, ale jakby sam budynek, metraż hali, to jak to wyglądało dla organizmu, który jest nieprzyzwyczajony do hali, miało to jakiś wpływ. Dlatego nauczyliśmy się grać bardzo równo czy to u siebie, czy na wyjeździe i to jest super. Poza tym, jeśli chodzi o zespół, to myślę, że mieliśmy jedną z lepszych atmosfer wewnątrz drużyny w lidze, co jest też bardzo ważne w siatkówce i odzwierciedla wynik, mimo tego że przychodzili do nas nowi zawodnicy, niektórzy odchodzili. Nawet z tymi, którzy odeszli z naszego klubu potrafiliśmy się spotkać ostatnio na kolacji, usiąść razem i śmiać się wręcz do bólu. To pokazuje, że ta więź między nami wszystkimi pozostała, to na pewno też jest gdzieś tam odbite na tym medalu i ja nie znajduje właściwie żadnych negatywów tych sezonów. Nawet to, że nie grałem dużo w tym sezonie, na koniec zostało mi wynagrodzone trzema spotkaniami w półfinale i tym, że mamy ten medal. Nie znajduję negatywów tych sezonów.

 

 

Może pan zdradzić, gdzie zagra pan w przyszłym sezonie?

 

Na pewno będzie to południe Polski, ale który klub dokładnie, zostanie to ogłoszone prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, dlatego zapraszam do śledzenia wszelkich kanałów klubowych, najlepiej wszystkich klubów. Na razie oczywiście nie mogę nic powiedzieć, bo to po stronie klubu leży przygotowanie materiałów prasowych i przedstawienie tego, gdzie będę grał. Na ten moment jedyne, co mi pozostaje, to bardzo podziękować warszawskim kibicom, klubowi ONICO Warszawa, wszystkim moim kolegom z drużyny. To był naprawdę bardzo, bardzo fajny czas.

 

 

Myśli pan, że otrzymanie w kolejnym klubie być może więcej szans do gry pozwoli panu przypomnieć o sobie trenerowi Heynenowi i w przyszłym roku wrócić do kadry?

 

Mam taką nadzieję, na pewno to jest cel. Nie chcę mówić o nadziejach albo braku nadziei, bo jeśli mi się nie uda, to po prostu nie spełnię swojego celu. To nie jest w sferze marzeń, tylko w sferze ciężkiej pracy, którą trzeba wykonać. Wiem jaką pracę muszę wykonać, żeby trener Heynen po prostu pomyślał o moim nazwisku przy powołaniach, dlatego to nie jest marzenie. To jest bardzo ciężka praca, którą trzeba wykonać i jeśli to się uda to myślę, że wszystko jest w moich rękach.

 

 

 

Z Janem Nowakowskim rozmawiała Marta Chlebicka

BRAK KOMENTARZY