Jan Król: „Cieszę się, że znowu tutaj jestem”

Jan Król: „Cieszę się, że znowu tutaj jestem”

6
0
PODZIEL SIĘ

Jan Król w ostatnich dniach ponownie związał się z zespołem Verva Warszawa Orlen Paliwa, a już kilka dni później razem z drużyną rozegrał Turniej o Puchar Prezydenta Miasta Lublin. „Cieszę się, że znowu mogę grać dla warszawskich kibiców, dla rodziny, dla znajomych” – mówił w rozmowie z Czasem Siatkówki.

 

Czas Siatkówki: Przede wszystkim jak się grało w Lublinie?

 

Jan Król: Super. Naprawdę bardzo się cieszę, że Lublin zaczął mieć siatkówkę na wysokim poziomie, bo uważam, że ta drużyna, która została zbudowana to jest bardzo wysoki poziom. Nie chcę wyznaczać faworyta w pierwszej lidze, ale na pewno w walce o medale będą się liczyć. Mam tam wielu kolegów i też wiele osób związanych z klubem, którym kibicuję. Poza tym miasto, przepiękne miasto, które zasługuje na siatkówkę na wysokim poziomie.

 

 

LUK Politechnika Lublin zaskoczyła Was czymś w piątkowym meczu?

 

Tam jest wielu zawodników z przeszłością plusligową, nawet bym powiedział, że z reprezentacyjną, niektórzy grali w kadrze B, także czym mogli zaskoczyć, na pewno zgraniem, dobrą zagrywką i to się okazało, zaczęli zagrywać na swojej hali dobrze, powiem nawet, że bardzo dobrze, ale cieszę się, że na samym końcu to trzy do zera jest dla nas.

 

 

Przechodząc już do Pana osoby, witamy z powrotem w Warszawie. Można żartobliwie powiedzieć, że jest Pan jak „bumerang” ?

 

To złe słowo, nacechowane troszeczkę negatywnie, bo to jakby nie ja się pozbyłem z klubu, ale cieszę się, że wróciłem do klubu jak najszybciej. Cieszę się, że znowu mogę grać dla warszawskich kibiców, dla rodziny, dla znajomych i mam nadzieję, że tłumnie wypełnią halę na Torwarze czy na Ursynowie, gdziekolwiek byśmy nie grali. Niektórzy mają mniejsze problemy, niektórzy mają większe problemy, my mieliśmy małe problemy i cieszę się, że to do mnie się odezwali, żeby pomóc drużynie.

 

 

Jeśli chodzi o nowy klub, wiemy, że zatrzymały Pana problemy wizowe.

 

Tak, były problemy wizowe i summa summarum, powiedzmy, kiedy się te problemy wizowe kończyły, to nagle okazało się, że teraz nie można wyjechać. Pojawiła się ta opcja z Warszawy, powzięliśmy kroki, żeby rozwiązać umowę we Lwowie i zostać w Warszawie.

 

 

Z pewnością łatwiej też przebiegał proces aklimatyzacji z zespołem, bo grał Pan w Warszawie rok temu.

 

Całe przygotowania właściwie trenowałem z Vervą. Nie zawsze na swojej pozycji, czasami na przyjęciu, czasami na libero, jak trzeba było, ale kontakty z piłką miałem i jeździłem na ten Ursynów, mimo że mam daleko, ale robiłem to z wielką chęcią i radością, ze mogę przebywać znowu z tymi ludźmi.

 

 

A jeśli chodzi o zmiany w zespole. Łatwo było się zgrać właśnie z tymi nowymi zawodnikami?

 

Trzon w sumie nie chcę powiedzieć, że jest podobny, bo zmieniło się trzech zawodników w szóstce, to jest sporo. Ale tak naprawdę atmosferę, którą buduje Andrzej Wrona, Damian Wojtaszek czy cała reszta tych zawodników, którzy byli w zeszłym roku pozostała. Ta atmosfera jest utrzymana, i trenowania i ciężkiej pracy, ale też żartów i dobrej, przyjaznej atmosfery. To wszystko zostało, także cieszę się, że znowu tutaj jestem.

 

 

PlusLiga coraz bliżej, możemy odliczać dni. Czy Pana zdaniem jesteście gotowi, żeby grać z tzw. pełną „vervą”?

 

Myślę, że tak, bo jakby końcowe zgranie pewnie przyjdzie po pierwszej rundzie, gdzieś po spotkaniach. Na pewno drużyna jest bardzo mocna i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

 

 

Utrudnieniem może być to, że pierwsze dwa mecze gracie na wyjeździe?

 

Kiedyś trzeba będzie zagrać te mecze na wyjeździe, także nie ma co się zastanawiać, tylko grać.

 

 

Co jest na ten moment waszym najmocniejszym atutem?

 

Na pewno nie zagrywka, ale myślę, że obrona, gra na kontrach i przyjęcie. Mamy bardzo dobre przyjęcie, to jest moje zdanie.

 

 

Czyli rozumiem, że Verva Warszawa Orlen Paliwa w tym sezonie idzie po mistrza?

 

Mam nadzieję, że tak, trzymajcie za to kciuki.

 

 

 

Z Janem Królem rozmawiała Marta Chlebicka

BRAK KOMENTARZY