Jan Król: „Cieszę się, że tu jestem”

Jan Król: „Cieszę się, że tu jestem”

11
0
PODZIEL SIĘ

Projekt Warszawa od początku sezonu nie zwalnia tempa. W poniedziałek warszawianie odnieśli trzecie zwycięstwo, pokonując zespół MSK-u Ślepsk Malow Suwałki, i dopisali do tabeli kolejne trzy punkty. „Tak jak jest na razie, jest dobrze. Cieszmy się z tego i zobaczymy, co będzie w Jastrzębiu” – mówił w rozmowie z Czasem Siatkówki Jan Król.

 

Czas Siatkówki: Spodziewaliście się takiego meczu z beniaminkiem czy jednak liczyliście na szybszy przebieg spotkania?

 

Jan Król: Nie, absolutnie. Nastawialiśmy się na ciężki mecz, bo nasz rywal wygrał z Rzeszowem. Cieszy nas to, że przyjechali do nas i zostawili trzy punkty.

 

 

Przestoje w waszej grze były spowodowane tym, że jednak ta pierwsza partia dała poczucie, że tego meczu nie wypuścicie z rąk?

 

W pierwszym secie właściwie wszystko nam wychodziło. Popełniliśmy bardzo mało błędów, nie widziałem statystyk po pierwszym secie, chociaż chętnie zerknę na stronę, jak to wyglądało. Później robiliśmy troszeczkę więcej błędów. Te pomyłki i ich niezła zagrywka nas trochę uszkodziła, mieliśmy problem, żeby skończyć pierwszą akcję. Tak się gra w siatkówkę, że są przestoje i trzeba jak najszybciej je przełamywać.

 

 

Trzy mecze i trzy zwycięstwa za trzy punkty. Spodziewaliście się takiego początku sezonu? Zwłaszcza, ze sytuacja na początku nie była najłatwiejsza.

 

Ciężko mi mówić za drużynę, ale ja osobiście spodziewałem się tylko i wyłącznie, że do następnego meczu podejdziemy zmobilizowani, że zagramy na maxa i wyciągniemy maxa, jakiego się da. Wygraliśmy z Będzinem u siebie 3:1 – są trzy punkty? Są, pojechaliśmy do Bydgoszczy – trzy punkty są? Są. Tutaj trzy punkty są. Tak jak jest na razie, jest dobrze. Cieszmy się z tego i zobaczymy, co będzie w Jastrzębiu.

 

 

Do Jastrzębia jedziecie z nastawieniem na trzy punkty? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jastrzębianie mogą czuć się podrażnieni przegraną w ostatnim meczu.

 

Przegrali z ZAKSĄ u siebie i zobaczymy, jak wyjdą na nas. To jest klasowa drużyna, będą grać w Lidze Mistrzów. Na pewno będziemy musieli zagrać dużo lepiej w tym spotkaniu.

 

 

Jak już pan wspomniał o Lidze Mistrzów, was też czeka rywalizacja w tych rozgrywkach. Widział pan kogo macie w grupie, Sir Safety Conad Perugia. W miniony weekend mieliśmy okazję obserwować grę podczas Superpucharu Włoch. Oglądał pan mecz przyszłych rywali?

 

Nie, nie oglądałem, jakoś tak się złożyło, że zająłem się troszeczkę innymi rzeczami, ale śledziłem wyniki. Na razie, tak jak mówię, w ogóle nie myślę o Lidze Mistrzów, czy odległych meczach. Skończył się pojedynek z Suwałkami, teraz myślę o Jastrzębiu. Tylko tyle.

 

 

Muszę zapytać o kwestię zgrania, bo pan dołączył do drużyny, można powiedzieć „rzutem na taśmę” i to jest trudne w takim tempie zgrać się przede wszystkim z rozgrywającym.

 

Od kilku lat tak naprawdę dołączam do drużyn dość późno. Gdzie nie byłem, dołączałem późno. Tutaj trenowałem przez miesiąc na przygotowaniach. Co prawda, z Michałem Kozłowskim na rozegraniu, bez Brizarda (Antoine Brizard – przy. red.), ale gdzieś tam z tą drużyną obcowałem, co cieszy. Tak naprawdę, dzięki temu, że byłem na przygotowaniach, zostałem zaproszony do tego projektu.

 

 

Rozegranie Antoine Brizarda, z którym trenuje pan krócej, różni się bardzo od tego, co graliście z Michałem Kozłowskim?

 

Antoine jest fenomenalnym rozgrywającym. Dla mnie to jest kosmos, jak wystawia, z jakich piłek, w jakich momentach, co potrafi zrobić piłką, jaki przerzut, ma totalną lekkość w tym wszystkim. Aż przyjemnie mi się czasami ogląda, że wystawia na lewe, krótką, jest po prostu fenomenalnym rozgrywającym dla mnie. Michał zaś jest mega stabilnym rozgrywającym. On jeżeli wejdzie na boisko jest stabilny, wystawi lewe, prawe, środek, taktycznie bardzo mądrze. Te piłki są dokładne, nie jest show-manem, ale bardzo fajnie się z nim gra, zresztą nie pierwszy raz z Michałem się spotykamy na boisku.

 

 

Można powiedzieć, że trudna sytuacja na początku sezonu jeszcze bardziej scaliła zespół, bo widać wasze coraz lepsze zgranie.

 

Myślę, że zgrania jeszcze nie widać, czasem brakuje jakichś różnych czy free-ball’i, czy czasami ktoś wymyśli jakąś fajną akcję wystawioną na raz, a ktoś nie pójdzie, jak dzisiaj między innymi, ale to wszystko przyjdzie. Wydaje mi się, ze chłopaki, którzy powracali z kadry, czy Francuzi, czy u nas Damian (Wojtaszek – przyp. red), czy Piotrek Nowakowski, to wszystko przyjdzie, przyjdzie na pewno.

 

 

Mówiąc zgranie, miałam na myśli, to że jesteście drużyną, która cały czas jest w budowie.

 

To jest cały czas projekt (śmiech). Najlepiej to określa, że my jesteśmy cały czas projektem. Mam nadzieję, że ten projekt wypali i będzie naprawdę na wysokim poziomie, bo Warszawa zasługuje i tu jest miejsce na siatkówkę na najwyższym poziomie.

 

 

Sytuacja się powoli uspokaja, czujecie to w zespole, że wszystko idzie w dobrym kierunku?

 

Ja dołączyłem niedawno, także nie odczuwałem tego jakoś tak bardzo. Cieszyłem się, jak przyszła informacja, że oni będą grać, bo tu jest masa kolegów, z którymi występowałem w kadetach, w juniorach, gdzieś też w stołecznej siatkówce. To są dobrzy koledzy i bardzo, bardzo im kibicowałem, jakbym nie przyszedł do tego klubu, na pewno bym im kibicował.

 

 

Czego pan oczekuje po sezonie w Projekcie Warszawa?

 

Nie mam wybitnych oczekiwań. Cieszę się, że tu jestem, cieszę się, że mogę się pokazywać przed moją warszawską publicznością. Przychodzą znajomi, przychodzi rodzina, to bardzo cieszy, bardzo motywuje. Cieszę się, że mogę współpracować z takim trenerem, jak Andrea Anastasi, z takich sztabem szkoleniowym, mega dużo podpowiadają, jesteśmy przygotowani taktycznie, że mogę pracować z takimi zawodnikami, począwszy od Kwolka (Bartosz Kwolek (przyp. red.), Piotrka Nowakowskiego, Andrzeja (Andrzej Wrona – przy. red.) czy rozgrywającego Brizarda czy Kozłowskiego. To jest zaszczyt i wyróżnienie, że mogę z nimi trenować i bawić się siatkówką.

 

 

 

Z Janem Królem rozmawiała Marta Chlebicka

BRAK KOMENTARZY