Jakub Popiwczak: „Play-offy oddzielają chłopców od mężczyzn”

Jakub Popiwczak: „Play-offy oddzielają chłopców od mężczyzn”

111
0
PODZIEL SIĘ

Jastrzębianie meczem z Dafi Społem Kielce przypieczętowali awans od fazy play-off, gdzie zmierzą się z Treflem Gdańsk. Gracze ze Śląska jednak do ostatniego gwizdka nie byli pewni miejsca w najlepszej szóstce.  „Dzięki potknięciom innych drużyn udało nam się wrócić” – powiedział w rozmowie z Czasem Siatkówki Jakub Popiwczak.

 

Czas Siatkówki: Po meczu w Szczecinie pojawiło się trochę nerwów? Przegraliście 2:3 i nie do końca wszystko zależało od was.

 

Jakub Popiwczak: Po tym meczu mieliśmy dwa dni wolnego, które spędziłem w domu i dawno nie byłem tak rozczarowany i smutny, jak w tamtym momencie. Miałem ogromną świadomość tego, że zawaliliśmy i daliśmy ciała. Zawiedliśmy samych siebie i kibiców, którzy jechali przez całą Polskę, żeby nas obejrzeć i dopingować. My nie podołaliśmy i straciliśmy wszystko, straciliśmy kontrolę i awans wymknął nam się z rąk. Szczęście jednak sprzyja lepszym i w piątek los się do nas uśmiechnął i tym trafem znajdujemy się w play-offach.

 

 

Po meczu z Dafi Społem chyba kamień spadł wam z serca, w tym spotkaniu nie było bowiem miejsca na błędy?

 

Może nawet nie po meczu, ale na pewno po pierwszym secie, bo mieliśmy trochę splątane nogi. Każdy bardzo chciał grać idealnie, a nie wszystko nam wychodziło. Mieliśmy dużą świadomość celu i chyba u każdego z tyłu głowy siedziało, o co gramy i o jaką stawkę jest mecz. Kiedy wygraliśmy pierwszą partię, to zaczęliśmy grać dużo spokojniej, co było widać na boisku, ponieważ zaczęliśmy prezentować się pewniej. Nie popełnialiśmy wielu błędów, nie pozwoliliśmy kielczanom grać w siatkówkę. Było dużo bloków i obron, mieliśmy wiele okazji do kontr i myślę, że to było kluczem do zwycięstwa.

 

 

Na początku w waszej grze było trochę niedokładności. To wynikało z presji, która towarzyszyła temu spotkaniu?

 

Chyba za szybko chcieliśmy kończyć wszystko w pierwszym uderzeniu, każdy chciał zaginać, kiwać, przyjmować wszystko do siatki, żeby było idealnie i ta nerwowość krępowała nasze ruchy. Na szczęście od drugiego seta wszystko już było pod naszą kontrolą i zaczęliśmy grać spokojnie.

 

 

W końcu udało wam się również narzucić presję na rywalach w polu serwisowym. 

 

Tak, szczególnie we własnej hali mamy bardzo dobrą zagrywkę. Może i robimy sporo błędów, ale potrafimy grać celnie tym elementem, jak chociażby Salvador Oliva czy Lukas Kampa, którzy zawsze wywierają na rywalach ogromną presję serwisem, co bardzo ułatwia nam granie.

 

 

Można powiedzieć, że w tym meczu zagraliście swój mały finał?

 

Na pewno było to dobre przetarcie przed meczem o bardzo dużą stawkę. Tych spotkań, który dawały nam odczuć, że możemy odpaść z walki, w tym sezonie było bardzo dużo. Mieliśmy z tyłu głowy, że każde potknięcie, strata punktu, porażka, może nas wyeliminować z gry o szóstkę. Ta ostatnia przegrana tak naprawdę nas wyeliminowała, ale dzięki potknięciom innych drużyn udało nam się wrócić nad powierzchnię wody. Teraz trzeba zapomnieć o rundzie zasadniczej, bo najważniejsze jest to, że jesteśmy w szóstce i gramy o medale.

 

 

Do fazy play-off podejdziecie chyba z optymizmem, bo mecz z kielczanami mógł wam pomóc pod względem mentalnym?

 

Na pewno dodał nam pewności siebie, bo wygrane spotkanie zawsze pomaga, nie tylko ze względu na wynik, ale na pewno również wpływa na atmosferę w drużynie. Dzięki temu uwierzyliśmy, że jesteśmy w stanie wygrywać. Na pewno nie przestraszymy się gdańszczan w środowym spotkaniu, bo wiemy, że szczególnie u siebie jesteśmy mocni, więc wyjdziemy po zwycięstwo.

 

 

Zajęliście szóste miejsce w tabeli i waszym rywalem będzie Trefl Gdańsk. Tutaj nie będzie już tak łatwo, bo gdańszczanie od Pucharu Polski nie przegrali żadnego spotkania.

 

W końcu muszą przegrać, bo takie długie serie musza się kiedyś skończyć. Ja ze swojej strony zrobię wszystko, żeby ta seria skończyła się w środę w Jastrzębiu, bo nie zwykliśmy tracić u siebie punktów, zwłaszcza w PlusLidze. Z tego co analizowałem, to ostatni punkt straciliśmy na początku stycznia, oczywiście nie licząc Ligi Mistrzów. W naszej hali przeciwnikom nie gra się łatwo. Mam nadzieję, że to podtrzymamy i z pozytywnym nastawieniem pojedziemy do Gdańska, gdzie na pewno nie będzie łatwo. Nasi rywale w tych dwóch możliwych meczach będą mieli przewagę własnej hali, chociaż mam nadzieję, że my wygramy spotkanie u siebie i z optymizmem patrząc w przód pojedziemy do Gdańska.

 

 

Można powiedzieć, że prawdziwa gra zacznie się dopiero teraz? 

 

Mówią, że play-offy oddzielają chłopców od mężczyzn i mam nadzieję, że my pokażemy swoje najlepsze oblicze i nasza gra w końcu zaskoczy, bo to najważniejszy moment rozgrywek. Nie ukrywam, że każdy z nas wie, że w tym sezonie cały czas się męczymy, nie ma płynności, kontynuacji tej dobrej gry. Raz jest lepiej, raz gorzej. Gramy fajnie, żeby za chwilę kolejny mecz zagrać słabo i przegrać. Mam nadzieję, że w play-offach pokażemy inne oblicze Jastrzębskiego Węgla i zaczniemy wygrywać kolejne spotkania.

 

 

PlusLiga już w środę przyśpieszy i w przeciągu trzech tygodni poznamy mistrza Polski, a emocji nie zabraknie chyba do samego końca.

 

Tak, teraz do rozegrania w najgorszym wypadku jest dziewięć meczów w dwadzieścia dni, czyli wychodzi spotkanie częściej niż co trzy dni. Na pewno grania jest sporo, ale myślę, że cel przyświecający każdemu z tyłu głowy, czyli medal, który później można zawiesić na szyi, pomaga się zmotywować do ciężkiej pracy na ostatnich treningach i przede wszystkim walki na boisku.

 

 

 

Z Jakubem Popiwczakiem rozmawiała Izabela Piasecka

BRAK KOMENTARZY