Jakub Popiwczak: „Nie możemy się bać nikogo”

Jakub Popiwczak: „Nie możemy się bać nikogo”

17
0
PODZIEL SIĘ

W dziewiętnastej kolejce spotkań Jastrzębski Węgiel, po dwóch świetnych setach, ostatecznie musiał uznać wyższość drużyny Aluron Virtu CMC Zawiercie. „Mieliśmy swoje szanse na zwycięstwo, ale zaprzepaściliśmy to. Później zawiercianie nie pozwolili nam wrócić” – powiedział po meczu Jakub Popiwczak.

 

Czas Siatkówki: Biorąc pod uwagę słabą postawę zawiercian w ostatnich spotkaniach, na co nastawialiście się przed tym starciem?

 

Jakub Popiwczak: Nastawialiśmy się, zresztą jak zawsze tym sezonie, na walkę i na zwycięstwo. Chcieliśmy zapisać na swoim koncie kolejne trzy punkty i nic innego się nie liczyło.

 

 

Ostatnie zwycięstwo nad jednym z czołowych europejskich zespołów jakim jest Zenit Kazań dodało wam pewności siebie?

 

Na pewno zwycięstwa z takimi zespołami jak Zenit Kazań czy z tymi najmocniejszymi w naszej lidze dają takiego pozytywnego kopa i napędzają do dalszej gry. Każde zwycięstwo, zwłaszcza w Lidze Mistrzów, to są bardzo pozytywne emocje, ale jak widać PlusLiga weryfikuje. Można jednego dnia grać kapitalnie, a drugiego dnia przyjeżdża się do Zawiercia, grać z zespołem, który ma kłopoty i jest po zmianie trenera i od trzeciego seta rywale zaczynają grać tak, że nie byliśmy w stanie ich zatrzymać.

 

 

Pierwsze dwa sety kapitalnie zagraliście w polu zagrywki, co znacznie utrudniło grę rywalom. Można powiedzieć, że zagrywka była dzisiaj kluczowa?

 

Myślę, że w tych setach wszystko miało znaczenie. Zagraliśmy kapitalnie, bo wszystko funkcjonowało jak trzeba. Nie mieliśmy również problemów przy słabszym przyjęciu i własnej zagrywce, byliśmy zespołem kompletnym. Natomiast później tej zagrywki trochę zabrakło, ale z drugiej strony można było poprawić to innymi elementami. W trzecim secie mieliśmy swoje szanse na zwycięstwo, ale zaprzepaściliśmy to. Później zawiercianie nie pozwolili nam wrócić.

 

 

O ile w trzecim i czwartym secie były momenty, gdzie na tablicy wyników widniał remis, to w tie-breaku od początku zawodnicy Aluron Virtu CMC narzucili swój rytm gry. Co miało największy wpływ na taki bieg wydarzeń?

 

Myślę, że kluczowe było pierwsze ustawienie, gdzie wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Później cały czas  te trzy „oczka” utrzymywali. Nie mogliśmy ich tak naprawdę złamać, bo jak zagrywaliśmy mocno to wszystko przyjmowali, jak dobrze graliśmy blokiem to oni dobrze zagrali w obronie czy szczęśliwie nas mijali i tak się to wszystko poukładało. Nie ma co się jednak załamywać, jedziemy dalej. Mamy teraz mecze co trzy dni, więc szybko przyjdzie szansa żeby się odbić.

 

 

Mówiąc pół żartem, pół serio to jest pierwszy mecz w historii waszych pojedynków w PlusLidze, gdzie lepszy okazał się zespół z Zawiercia.

 

Śmiałem się przed tym meczem, że zawsze jak przyjeżdżamy do Zawiercia to chłopaki zawsze są na fali i czują się bardzo mocni, a do tej pory zawsze kończyło się tak samo, czyli wygraną Jastrzębskiego Węgla. Teraz zagraliśmy w całkiem innych okolicznościach, zawiercianie po bardzo złej serii, zmianie trenera i w dalszym ciągu szukający optymalnego zestawienia, zagrali dobry mecz. Dziś trzeba chylić im czoła, bo wyszli i pokazali, że potrafią grać w siatkówkę i jeszcze nie można ich skreślać w tym sezonie.

 

 

Wydaje się, że wasze miejsce w tabeli jest niezagrożone. Czy mimo to liczycie ligowe punkty?

 

Patrzymy w tabelę, bo chcielibyśmy skończyć sezon zasadniczy trochę wyżej niż czwarte miejsce. Wiadomo, że ten mecz dzisiaj nie pomógł, a zaszkodził. Jeśli chodzi o dół tabeli to tam jest taki ścisk i każdy punkt dla tych zespołów jest tak naprawdę na wagę złota, bo może zadecydować o awansie do play-offów. Zanim będziemy myśleć o PlusLidze czeka nas jeszcze jedno, bardzo ważne, spotkanie w Lidze Mistrzów

 

 

W kolejnej kolejce czeka na was drużyna z Radomia, która w ostatnim czasie notuje zwycięstwa w kolejnych meczach.

 

Nie jest to łatwy zespół, ale nie możemy się nikogo bać. Wygrywaliśmy już z najmocniejszymi zespołami, czy to w Europie czy w Polsce, także głowy do góry i jestem pewien, że będziemy wygrywać kolejne mecze.

 

 

 

Z Jakubem Popiwczakiem rozmawiała Natalia Gajda

BRAK KOMENTARZY