Ile osób, tyle opinii. Ale prawda jest tylko jedna, czyli o pustej...

Ile osób, tyle opinii. Ale prawda jest tylko jedna, czyli o pustej hali na Final Six

1818
0
PODZIEL SIĘ

Postanowiłam napisać coś od serca, bardzo od serca. To, co się działo na trybunach Tauron Areny Kraków napawa mnie takim smutkiem, że niejedna łezka pojawiła się w moim oku. Mecze Ligi Światowej, ba! FINAŁY Ligi Światowej, a na spotkaniach Polaków kibiców tyle, co na zajęciach wychowania fizycznego w Koziej Wólce. Jaka jest tego przyczyna? Dla mnie jedna – bilety.

 

Pełna hala robi wrażenie

 

Miałam możliwość oglądania i wspierania naszych siatkarzy na obu meczach grupowych w finałach Ligi Światowej. Jako kibic, staram się zawsze być na przynajmniej jednym meczu w sezonie, a jeśli spotkania rozgrywane są stosunkowo blisko, to chętnie wybieram się na tyle meczów, na ile tylko zdołam. Oszczędzam pieniądze na mecze – nie jeżdżę na dwutygodniowe wakacje, bo dla mnie jeden mecz wart jest o wiele więcej niż urlop. Nie chcę żebyście myśleli jaka to jestem „fajna” i jak to się „poświęcam”. Piszę tak, jak jest. Dla każdego, kto przychodzi po raz pierwszy na mecz jest to niesamowite przeżycie, czego byłam świadkiem, widząc moją koleżankę z podstawówki na spotkaniu Polska–Serbia. Będą z niej ludzie ;). Zobaczyć swoich idoli na żywo i poczuć energię kibiców, którzy nie szczędzą gardeł, aby wspierać ukochaną drużynę to świetna sprawa. Tysiące tak samo myślących i czujących ludzi. Ten sam cel i wiara w zwycięstwo. Na „Mazurku Dąbrowskiego” i „Zawsze tam gdzie ty…” zawsze mam ciarki. Pełna hala robi wrażenie. No właśnie… pełna. Było mi niesamowicie przykro i czułam się okropnie, jak zobaczyłam, ile osób było w Łodzi na meczach Polski, a moja rozpacz pogłębiła się w Krakowie.

 

 

Jeżeli nie masz refleksu, nie masz biletu

 

Jeszcze rok temu, żeby mieć najlepsze bilety na mecz Polska–USA w Krakowie (koszt: ok. 200 zł) trzeba było wykazać się refleksem i mieć szybki internet. Bilety rozeszły się w ciągu kilkunastu minut. Nie wszystkie oczywiście, ale te najbardziej pożądane. Hala była pełna, polscy siatkarze, jak zawsze, zadowoleni, przeciwnicy, jak zawsze, w szoku, kibice natomiast, jak zawsze, najwspanialsi. Przecież jesteśmy VolleyLandem.

 

 

Rok później…

 

W tym roku zastanawiałam się dosyć długo, czy pojadę na Final Six. Powtarzałam sobie, że byłam już na Memoriale, więc mój sezon jest „zaliczony”. Jednak Kraków kusił mnie coraz bardziej. Potem zobaczyłam ceny biletów i zamarłam. Bilet średniej klasy kosztujący 250–300zł? Moi znajomi mieli takie samo zdanie na ten temat. To, co w tym roku zaprezentowali organizatorzy zasługuje na standing ovation. Wielu z moich przyjaciół wybrałoby się po raz kolejny na spotkania naszej kadry, ale problem był jeden – cena. Nie słyszałam innego powodu. Nikt nie mówił, że są wakacje, że mu się nie chce, że to nudne…

 

 

Jak tłumaczą się organizatorzy i co na to siatkarska rodzina?

 

Włodarze organizujący krakowskie zawody odpowiadają na zarzuty pod ich adresem. Zwracają uwagę na rangę turnieju, który kosztuje kilka milionów. Myślę, że w poprzednich latach koszty były podobne, ale ceny biletów nie powalały kibiców na kolana i pewnie każdy z nas mógł sobie pozwolić na jakąś konkretną wejściówkę. Kolejne wytłumaczenie, dla mnie śmieszne: są wakacje, ludzie wyjeżdżają i jesteśmy przesyceni sportem po Euro 2016, a ta impreza nie jest tak ważna. Kolejne brawa… Może nie jestem upoważniona do polemiki z władzami PZPS, ale jako prosty kibic, młoda kobieta i samozwańczy głos moich przyjaciół uważam, że takie tłumaczenie jest po prostu poniżej krytyki.

 

Siatkarska rodzina, i mam tu na myśli dziennikarzy, trenerów i zawodników, otwarcie mówią, że są zszokowani tym, jak wyglądają trybuny na tak ważnej imprezie. Nie zrzucają jednak odpowiedzialności na wakacje czy Euro. Po prostu szczerze oświadczają, że ceny biletów są zbyt wysokie. Są oburzeni taką postawą osób za to odpowiedzialnych. Zawodnicy, którzy byli przygotowani na kibicowską petardę, nie dowierzają w to, że grają w Polsce. Zwrócił na to uwagę Benjamin Toniutti. Jeżeli dalej będzie się tak działo, to myślę, że możemy się pożegnać z kolejnymi imprezami organizowanymi w naszym pięknym, siatkarskim kraju. A kibicom będzie bardziej opłacało się wyjechać na mecz za granicę, by obejrzeć Polaków.

 

 

Przyszłość niech będzie kolorowa

 

Za rok mamy Mistrzostwa Europy, kolejny Memoriał Huberta Jerzego Wagnera i mecze Ligi Światowej. Niech nasze hale nie świecą pustkami, bo wygląda to katastrofalnie. Kibice chcą być na meczach. Potrafimy zapełniać największe areny w Polsce. Dla nas nie jest problemem hala na 12 tysięcy, ani Stadion Narodowy, który pomieścił 60 tysięcy fanów siatkówki. Kłopot jest jeden, ale już nie powtórzę tego słowa. Na szczęście doping kibiców w liczbie 4, czy 15 tysięcy zawsze jest wspaniały. Mam nadzieję, że organizatorzy zastanowią się, przekalkulują, co im się bardziej „opłaca” i pozwolą kibicom wejść na halę. Przecież to doping kibiców uskrzydla nie tylko naszych siatkarzy, lecz także wszystkich występujących w Polsce zawodników.

 

 

 

BRAK KOMENTARZY