Grzegorz Pająk: „Mam nadzieję, że będziemy pokazywać charakter”

Grzegorz Pająk: „Mam nadzieję, że będziemy pokazywać charakter”

101
0
PODZIEL SIĘ

Grzegorz Pająk po dwóch latach zdecydował się odejść z ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, gdzie pełnił rolę głównie zmiennika. Rozgrywający od tego sezonu występuje w Aluron Virtu Warcie Zawiercie, beniaminku PlusLigi. „Jestem bardzo zmotywowany do tego, żeby grać i jeszcze zaistnieć” – mówi w rozmowie z nami Grzegorz Pająk. 

 

Czas Siatkówki: Po dwóch latach zdecydował się pan przenieść z Kędzierzyna do Zawiercia. Czy jest to zmiana, której pan potrzebował? Wynikała ona przede wszystkim z chęci spędzania na boisku więcej czasu?

 

Grzegorz Pająk: Zmiana ta wynika z tego, że chcę spędzić na boisku więcej czasu, żeby zweryfikować pracę, którą wykonałem przez ostatnie dwa lata w Kędzierzynie. Chciałbym również spróbować swoich sił jako pierwszy rozgrywający. Uważam, że nie jest na to za późno, wręcz jestem teraz w odpowiednim wieku.

 

 

Czuje pan, że ma pan coś jeszcze do udowodnienia sobie i innym?

 

Oczywiście, że tak. Mam wiele do udowodnienia, przede wszystkim samemu sobie. Jestem bardzo zmotywowany do tego, żeby grać i jeszcze zaistnieć. Jeżeli mi się to nie uda, to będę przynajmniej wiedział, że zrobiłem wszystko, żeby to osiągnąć. Będę robił wszystko, żeby spróbować swoich sił i grać jako pierwszy rozgrywający.

 

 

W Kędzierzynie miał pan okazję do gry z Grzegorzem Boćkiem. Czy obecność w Zawierciu kolegi z byłej drużyny pomogła w jakimś stopniu w aklimatyzacji?

 

Tak, obu nam to pomogło. Znamy się już dosyć dobrze, trenowaliśmy razem przez dwa lata. Znamy się zarówno od szatni jak i z boiska, przez wspólne treningi i mecze. Dwa lata to sporo czasu, tym bardziej, że w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle mieliśmy bardzo fajny zespół, więc obojętnie z kim bym się przeniósł do innej drużyny, na pewno też byłoby fajnie.

 

 

Trafił pan do beniaminka PlusLigi. Jaką drużyną chcecie być w trakcie sezonu? Do czego dążycie?

 

Dążymy przede wszystkim do tego, żeby być drużyną, która będzie miała sprawnych czternastu zawodników, bo trochę u nas z tym teraz krucho (śmiech). Mam nadzieję, że będziemy pokazywać charakter, bo choć gramy na razie w okrojonym składzie, z zawodnikiem pożyczonym z innego zespołu, to bardzo fajnie, że dzisiaj pokazaliśmy troszkę pazura. Wiadomo, przegraliśmy, ale każdy set był na styku, różnica punktowa była niewielka. Zrobiliśmy krok do przodu, jeżeli chodzi o podejście do meczu, niezależnie od tego, jakie są warunki.

 

 

Przygotowania do sezonu rozpoczęliście na początku sierpnia. Jak ocenia pan ten okres treningów, który jest już za wami?

 

Okres przygotowawczy to ciężka praca na siłowni. Mamy mało okazji do tego, żeby się sprawdzać sześciu na sześciu, bo nie mamy wszystkich zawodników. Na pewno trenerowi trudno jest coś skonstruować, kiedy dysponuje się ośmioma siatkarzami. Nasze treningi opierają się na fragmentach, odizolowanych akcjach. Takie turnieje dają nam szansę, żeby sprawdzić się na tle innych drużyn w sytuacjach meczowych. Uważam, że ten czas był bardzo ciężki, chociaż ja miałem ostatnie trzy tygodnie luźniejsze, ze względu na powrót do pełnej sprawności po przebytym zabiegu.

 

 

Za wami spotkania kontrolne. Czy te kilka meczów dało wam już jakiś pogląd na waszą grę?

 

Ciężko wyciągać jakiekolwiek wnioski. Nie mając pełnego składu staramy się jednie wykreować sobie właściwe podejście do meczu. Kiedy dołączą do nas gracze, którzy na chwilę obecną są kontuzjowani, to wejdą do zespołu, który walczy. Pojawiające się braki techniczne, czy braki ze zgraniem będziemy starali się niwelować. Na początku martwiłem się układem pierwszych spotkań w nowym sezonie, bo zaczynamy rywalizację z najsilniejszymi drużynami. Teraz się cieszę, bo będą to mecze, w których możemy coś wygrać, ale nikt nie urwie nam głowy jeśli nie wygramy. Będzie to dodatkowy bodziec dla kontuzjowanych kolegów, żeby mogli szybciej wrócić.

 

 

Wasza forma cały czas rośnie, ale przed wami jeszcze sporo pracy przed zbliżającym się sezonem. Czy są jeszcze jakieś elementy, nad którymi musicie ciężej popracować, coś, co mimo starań nie wychodzi tak, jakbyście tego chcieli?

 

Musimy popracować przede wszystkim nad systemem blok-obrona, bo mamy pewne założenia, wszyscy o nich wiemy, ale w praktyce jeszcze nam to nie wychodzi. Bardzo mało bronimy. Wszystkie kiwki naszych przeciwników w dużej mierze kończą się punktowo. Uważam, że motorem napędowym zespołu i czynnikiem, który odcina skrzydła rywalom jest dobra gra w obronie. Przeciwnik widzi wtedy, że musi zrobić coś naprawdę ekstra, żeby zdobyć punkt.

 

 

Na początku przygotowań mówił pan, że w oczach trenera każdy ma czystą kartę i może budować swoją pozycję w zespole. Teraz staje się już bardziej klarowne, kto jaką rolę będzie pełnił w drużynie, czy wszystko okaże się dopiero w pierwszych meczach ligowych i będzie zależało od dyspozycji dnia?

 

Na pewno trener będzie musiał postawić na zawodników, których wybierze do pierwszego składu. Wiadomo, że szkoleniowiec podczas okresu przygotowawczego na meczach sparingowych próbuje wszystkich siatkarzy, żeby wiedzieć, czego może od nich oczekiwać przy ewentualnej zmianie. Myślę, że po zakończeniu wszystkich spotkań kontrolnych, trener usiądzie i przeanalizuje całą naszą pracę przez ostatnie dwa miesiące i dobierze skład tak, żeby był jak najlepszy.

 

 

W waszej drużynie są Polacy, Japończyk, Amerykanin, Brazylijczyk, Słowak. Jest to mieszanka różnych narodowości. Jaka atmosfera panuje w drużynie? Dogadujecie się między sobą?

 

Dogadujemy się bardzo dobrze. Ja jestem w pokoju z Taichirō (Koga – przyp.red.). Jesteśmy tak podzieleni, że obcokrajowcy nie są razem, nie tworzą osobnej grupki, tylko staramy się mieszać. Uważam, że jest to bardzo fajna mieszanka. Japończyk Taichirō jest tytanem pracy, wynoszącym to ze swojej kultury, Brazylijczyk to mieszanka emocji z latynoską krwią. Amerykanin cechuje się bardzo mocnym charakterem, jest motywatorem i największą gwiazdą naszego zespołu. Z niecierpliwością czekamy, aż przyjedzie do Polski i będzie nas zarażał tym podejściem. Słowaka nie mogliśmy jeszcze zobaczyć i lepiej go poznać, bo jest kontuzjowany od pierwszego treningu, na którym się pojawił. Matej Patak dobrze zaprezentował się w ostatnim sezonie we Francji, więc jak wróci, to liczymy na to, że na pewno nam się przyda.

 

 

Emanuele Zanini to kolejny włoski szkoleniowiec, z którym ma Pan okazję współpracować. Każdy z nich reprezentował włoską myśl szkoleniową, ale chyba każdy z nich jest inny. Jaki więc jest trener Zanini?

 

Każdy z nich jest inny, ale każdy z nich posługuje się tą włoską myślą szkoleniową. Trener Zanini przede wszystkim skupia się na detalach, wykonywaniu swojej pracy na jakości, nie ilości, ciągłym motywowaniem do poprawiania swoich umiejętności, plus takie smaczki jak kontrola jedzenia, czy wszystkiego, co robimy w wolnym czasie. Nasz szkoleniowiec jest także bardzo dobrym psychologiem. Oprócz wszystkich spraw boiskowych, bardzo dużo mówi nam o zachowaniu, jak ekspresja wpływa na poszczególnych zawodników i jak to oddziałuje na kolegów na parkiecie.

 

 

Został pan kapitanem Aluronu Virtu Warty Zawiercie. Czy jest to czynnik, który motywuje pana do jeszcze cięższej pracy?

 

Wiadomo, że rola kapitana nie zaczyna i nie kończy się tym, żeby przed meczem wylosować zagrywkę, przyjęcie czy stronę. Trzeba dawać też coś od siebie. Dla mnie jest to bardzo duża mobilizacja do tego, żeby cały czas motywować zespół do pracy, do walki na boisku, nie spuszczania głów. To ja muszę być pierwszym, który uderzy się w pierś po przegranym spotkaniu i tak samo muszę być z drużyną po wygranym meczu. Z jednej strony fajnie, bardzo się cieszę, że zostałem kapitanem, a z drugiej strony uważam, że nie są to takie trudne sprawy do ogarnięcia jak się to może wydawać.

 

 

 

Z Grzegorzem Pająkiem rozmawiała Paulina Lesiak

BRAK KOMENTARZY