Biało-czerwone serca, czyli jestem kibicem polskiej reprezentacji

Biało-czerwone serca, czyli jestem kibicem polskiej reprezentacji

1050
0
PODZIEL SIĘ

Pamiętasz swoje pierwsze doświadczenie z reprezentacyjną siatkówką? Ja tak i jest to jedno z najpiękniejszych wspomnień, jakie mam. Właśnie dlatego pozwól, że zabiorę Cię w małą, sentymentalną podróż po kibicowaniu polskiej reprezentacji. Ale spokojnie – nie tylko o mnie będzie mowa. Pojawi się również subiektywne spojrzenie na innych kibiców.

 

To jak, wybierzesz się tam ze mną? Obiecuję nie rozpisać się na dziesięć stron. Najwyżej na osiem 🙂

 

DSC_5098

 

Pierwszy mecz reprezentacji – długo musiałam na niego czekać

 

Taaaato, proszę! Bo pojawiła się nowa pula biletów, no i ja sobie kupię ten bilet. Ja nawet Tobie kupię ten bilet, tylko ze mną pojedź za tydzień do Łodzi. No słuchaj, Liga Światowa, Polska gra z Brazylią. Tak, tą Brazylią. To co, pojedziesz? Dziękuję! – mniej więcej tak to wyglądało trzy lata temu.

 

9 czerwca 2013 roku po raz pierwszy zasiadłam na trybunach meczu reprezentacji Polski i nigdy tego nie zapomnę. Zwłaszcza, że następnego dnia miałam ważny egzamin na studiach, ale kto by się tym przejmował, prawda?

 

Mecz ostatecznie przegraliśmy w pięciu setach, ale ja – wystrojona w biało-czerwoną koszulkę – poczułam wtedy coś niepodrabialnego. To uczucie wspólnoty, ta pewność, że mimo wszystko zawsze jesteśmy razem z siatkarzami, a siatkarze są razem z nami. Wtedy na własnej skórze doświadczyłam bezwarunkowego wsparcia, którym polscy kibice od lat wypełniają wszystkie hale. Nie tylko nasze rodzime.

 

DSC_1314

 

Dlaczego bycie kibicem polskiej reprezentacji jest tak ciekawym doświadczeniem?

 

W tekście o kibicach PlusLigi (znajdziesz go tutaj) przytoczyłam Wam wspomnienie Kasi, z którego wynikało m.in. to, że dzięki kibicowaniu zyskujesz nową rodzinę – tę z wyboru. W jej skład wchodzą zarówno inni kibice, jak i cała drużyna.

 

To jednak nie wszystkie argumenty przemawiające za wyjątkowością bycia kibicem polskich siatkarzy. Jest ich jeszcze kilka – co najmniej. Oto one:

 

1. Jedność i równość

 

W innych dyscyplinach zdarza się to zdecydowanie rzadziej. Zawsze są jakieś rozłamy, awantury, bijatyki i obelgi rzucane w stronę albo innych kibiców, albo poszczególnych zawodników kadry, albo innych drużyn. I nie próbuj zaprzeczać – ileż to razy słyszałeś, że jeden w kadrze nie strzela, drugi nie broni, a trzeci zapomina, jak się biega. W siatkówce tego nie ma. Jest za to pełne zrozumienie. Wyjątkiem, jak już wspomniałam, jest reprezentacja Rosji, której wciąż, mimo wielu prób, nie potrafimy polubić. Ba, nawet zaakceptować.  Gwizdy „witające” Rosjan na prezentacji podczas meczu otwarcia Mistrzostw Świata 2014 na Stadionie Narodowym śnią mi się nocą i zdecydowanie jest to koszmar.

 

2. Rozproszenie

 

Kibice są wszędzie i to jest piękne! Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, jak często zdarza mi się przypadkowo, gdzieś w miejscu zupełnie ze sportem niezwiązanym spotkać drugiego kibica. I po prostu zacząć rozmawiać. W pewnym momencie straciłam rachubę takich spotkań, które – raz na jakiś czas – zmieniają się w znajomości na długie lata. Niezależnie od tego, gdzie jesteś, zawsze znajdzie się tam ktoś, kto równie mocno kocha siatkówkę. Serio, sprawdzone info.

 

3. Dobra zabawa

 

Na hali, w strefach kibica, w klubach i pubach, a także w domu – zawsze podczas wspólnego oglądania meczu. Na ulicach miast rozbrzmiewają wtedy nuty wielu reprezentacyjnych przyśpiewek, np. W górę serca, Polska wygra mecz albo Pieśni o Małym Rycerzu. Do tego wspólna fala, bolące od oklasków dłonie i zdarte gardła. Mam wrażenie, że nic tak nie jednoczy tysięcy ludzi. Zgodzisz się ze mną?

 

DSC_4294

 

Kibic – albo go lubisz, albo nie lubisz

 

„Nie lubię kibiców” – bardzo często słyszę to zdanie. A określenie „polski kibic” brzmi niemal jak obelga. Za każdym razem, gdy to słyszę, pytam o powód, a następnie odpowiadam , że… nie wszyscy kibice są tacy źli. A już na pewno nie grupa interesująca się siatkówką i kibicująca polskiej reprezentacji. Takich kibiców chętnie przygarnęłabym w wersji kompaktowej, postawiła na szafce i codziennie czerpała od nich ogromną dawkę pozytywnej energii.

 

Nie chcę deprecjonować i obrażać kibiców innych dyscyplin, ale nie przypominam sobie w Polsce sytuacji, by policja musiała interweniować podczas zamieszek między grupami kibiców siatkówki. Nie przypominam sobie także, by kogokolwiek trzeba było ostrzegać lub chronić przed nimi. A to się zdarza… chociażby w piłce nożnej.

 

Nie wiem, na czym polega ta różnica, jednak w Polsce kibicowanie podczas siatkarskich spotkań to… pełna kultur(k)a. I chwała za to nam wszystkim, którzy współtworzymy tę atmosferę.

 

dsc_2653-1

 

Ocena subiektywna, czyli Polak to nie Bułgar ani Irańczyk

 

Pamiętasz ten incydent, kiedy polscy siatkarze zostali obrzuceni korkami od butelek oraz innymi „przyjemnymi” przedmiotami podczas meczów w Bułgarii? Ja pamiętam i do dziś wyjść z szoku nie mogę, bo… czy to naprawdę tak wypada?  Przyznam się szczerze, że złapałam wtedy żenadę straszną. Moim zdaniem kibicowanie to piękno w czystej postaci, które swoimi właściwościami naprawdę nastraja pozytywnie, więc… po co ta agresja?

 

To samo dotyczy irańskich hal. Te trąby, ten hałas – wszystko to jakieś takie zupełnie nie do przyjęcia. Choć może po prostu wynika to z różnic kulturowych? W sumie, nie jest to ważne. Najważniejsze jest to, że my Polacy jesteśmy pod tym względem wyjątkowi. I możemy się tym chwalić dniem i nocą – do końca świata i o jeden dzień dłużej.

 

*

 

Mam nadzieję, że Ty – drogi czytelniku – czujesz dokładnie tak samo. Jeśli jednak nie, cóż… może udało mi się zarazić Cię choć odrobiną mojej wielkiej miłości do polskich kibiców.

BRAK KOMENTARZY