Bartosz Kwolek: „Trzeba pracować nad błędami”

Bartosz Kwolek: „Trzeba pracować nad błędami”

43
0
PODZIEL SIĘ

Siatkarze ONICO Warszawa mają za sobą kolejny mecz. W dziewiątej kolejce PlusLigi zmierzyli się oni z PGE Skrą. Pojedynek ten zakończył się trzysetowym zwycięstwem wicemistrzów Polski. „Każda partia mogła zakończyć się na naszą korzyść” – powiedział w rozmowie z Czasem Siatkówki Bartosz Kwolek.

 

Czas Siatkówki: Po dzisiejszym meczu można chyba śmiało powiedzieć, że niewykorzystane okazje się mszczą?

 

Bartosz Kwolek: Myślę, że mecz z PGE Skrą Bełchatów to idealnie przedstawił, bo każda partia mogła zakończyć się na naszą korzyść. Dwie, trzy piłki w każdej z partii decydowały o tym, że przegraliśmy.

 

 

Były momenty, kiedy prowadziliście kilkoma punktami, ale ostatecznie traciliście przewagę. Z czego to wynikało?

 

W środkach setów prowadziliśmy, nie było problemów i grało nam się dobrze, ale później przytrafiała się seria straconych punktów i było ciężko dogonić taki zespół jak PGE Skra, szczególnie w jego hali. U siebie czują się bardzo dobrze, co było w widać w tym spotkaniu, w dodatku nie przegrali tutaj seta. Trzeba pracować nad tymi błędami.

 

 

Elementem, który zaważył w tym meczu była zagrywka? Rywale w pewnych momentach dość mocno odrzucali was od siatki.

 

Trzeba przyznać, że PGE Skra zawsze słynęła z dobrej zagrywki, ale myślę, że to nie to było dzisiaj naszym problemem, bo tych asów nie wpadło nam aż tak dużo. Przyjmowaliśmy w miarę dobrze, przynajmniej tak wydawało się z perspektywy boiska. Chyba przegraliśmy czymś innym, ale ciężko jest w tym momencie powiedzieć czym. Musimy usiąść i na spokojnie wszystko przeanalizować, i wtedy wszyscy będziemy mądrzejsi.

 

 

Jak wygląda wasza postawa na treningach? Jesteście bliscy wypracowania pewnych automatyzmów, które pomogą wam w lepszym rozumieniu się na boisku?

 

Dzisiaj wyglądało to już całkiem nieźle, ale w poprzednich meczach te nieporozumienia mogły wynikać z tego, że jesteśmy nową grupą i tworzymy coś nowego. Tak naprawdę zawodnicy którzy zostali albo grają mniej, albo nie wkomponowali się w zespół. Na treningach to wygląda inaczej, ponieważ trenujemy na luzie, nie ma stresu jak na meczu, a pewne automatyzmy przychodzą z czasem. To widać w zespołach, które mniej więcej utrzymały skład z zeszłego roku, pewne rzeczy robią automatycznie. Musimy to wypracować, a potem przełożyć na warunki meczowe i wymagania od nas samych są większe. Myślę, że zajmie nam to jeszcze trochę czasu, ale jestem dobrej myśli.

 

 

Czyli głowa nie ma tutaj znaczenia?

 

Myślę, że największe znaczenie mają automatyzmy, których się nabiera i wdraża w mecz. Technicznie dajemy radę, co widać w końcówkach, bo nikomu nie drży ręka, idziemy na sto procent i nam to wychodzi. Musimy pracować nad zgraniem, bo ostatnia piłka, która dzisiaj skończyła mecz, to po prostu jest brak komunikacji. Nie ma takiego automatyzmu, że kolega z kolegą idzie w lewą stronę, czy idziemy wszyscy w prawą i to jakoś wychodzi.

 

 

Za wami mecze z mistrzem i wicemistrzem Polski. Te spotkania pokazały wasze miejsce w szeregu czy jest jeszcze za późno na takie wyrokowanie?

 

Może i pokazały, ale w obydwu z nich wynik mógł być zupełnie inny, bo przesądziło o nim kilka akcji. To jest bardzo dobry prognostyk na kolejne spotkania, że możemy jeszcze w tym sezonie zagrozić najlepszym.

 

 

Kolejny mecz zagracie z beniaminkiem PlusLigi na trudnym terenie. Jest to rywal nieprzewidywalny, co pokazały wcześniejsze spotkania.

 

Jeżeli chcemy w tym roku zawalczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie, to takie mecze powinniśmy wygrywać i to za trzy punkty. Hala jak hala, została dopuszczona przez PLPS, więc jest dobra do grania i nie ma co zwalać na nią winy za przegrane. Grałem tam już parę razy, ale moim zdaniem to bardziej pomaga niż przeszkadza, bo kibice są blisko i to jest fajne, bo gra się w zamkniętym kole, jak w Koloseum.

 

 

 

Z Bartoszem Kwolkiem rozmawiała Izabela Piasecka

BRAK KOMENTARZY